sobota, 29 grudnia 2012

Rozdział 16. - „Down To Earth”


                Zapukałam do pokoju brata i usłyszałam „proszę!”, więc weszłam. 
- Więc.. Co tam u Twojego chłopaka ? – zapytał Alan.
- Chłopaka ? Oj przestań. – uśmiechnęłam się.
- O czym gadaliście ?
- Amm.. Justin pytał o to co się tu dzieje. Opowiedziałam mu.
- Okay.. Nie wiem czy to dobrze. Ale Ci ufam.
- Spokojnie, Justin jest ponoć bardzo zaufanym kumplem. – powiedziałam.
- Mam taką nadzieję. Siostra.. Ja radzę iść spać, bo jeśli Scott rano zadzwoni będziemy nieprzytomni.
- Okay. Pójdę się jeszcze umyć..
- Mhmm.. Dobranoc. Kocham Cię.
- Też Cię kocham brat! Dobranoc – rzekłam wychodząc. Poszłam szybko do łazienki wykąpać się. Kiedy wyszłam było już po 10.00pm. Więc położyłam się spać.
                Rano obudziłam się koło 11:00am. Od razu chwyciłam za telefon, który pokazywał, że mam wiadomość. To od Scotta. O 6.00pm. mam jakieś spotkanie w radiu… Już mi się nie chce jechać. Powolnym ruchem oparłam się na rękach i podniosłam do pozycji siedzącej. Nagle usłyszałam pukanie.
- Proszę! – krzyknęłam i zaczęłam przecierać oczy.
- Hay! – usłyszałam głos mówiący do mnie. Ale nadal przecierałam zaspane oczy. Kiedy przestałam zobaczyłam Justina.
- O Boże… Hej – odpowiedziałam, będąc z szoku.
- Nie jestem Bogiem… Jeszcze – zażartował Justin.
- Hahah.. Nie to żeby coś, ale… Co Ty tu robisz ? – spytałam.
- Twoja mama mnie wpuściła – rzekł i uśmiechnął się do mnie.
- Tego się domyśliłam.. Ale to nie wyjaśnia mi, po co przyszedłeś.
- Przyszedłem, bo… bo przyszedłem.
- Okaaay ? Zaczynam się Ciebie baaaaać ?
- Nie masz czego shawty. – odrzekł – Wiesz… nie mogłem dzisiaj zasnąć.
- Dlaczego ? – zdziwiłam się.
- Tyle mi o sobie opowiedziałaś i poczułem, że wiem jak się czujesz w pewnym stopniu.. I że Ty wiesz, jak czuję się ja.
- No tak.. prawdopodobnie oboje wiemy – powiedziałam i usiadłam po turecku, pokazując Justinowi, aby usiadł.
- Nie wiem czy czujemy dokładnie to samo, ale… - mówił siadając na łóżku obok mnie – ale ta sprawa z Twoim ojczymem mnie niepokoi.
- Czemu ? Przecież nie jest jakoś tragicznie.
- Ale skoro Cię uderzył…
- Ale to było dawno – przerwałam mu.
- To dlaczego boicie się o mamę ?
- Wiesz… No fakt faktem, on ma swoje niekontrolowane ruchy.
- No widzisz. – powiedział i chyba zobaczył, że nagle posmutniałam. – Coś się stało ? Może nie powinienem pytać ?
- Nie, nie… Wszystko w porządku. Po prostu chciałabym, żeby było tak jak dawniej… Żeby była mama i tata… a nie ON. Filip kompletnie nas nie szanuje i widać, że nie kocha naszej mamy a ona… - w tym momencie popłynęła mi łza. Justin wstał z łóżka a ja wgapiałam się w nie dalej. Po chwili Biebs usiadł na nie z powrotem, z gitarą w ręku… Spojrzałam na niego… A on bez jakiej kolwiek odpowiedzi czy pytania zaczął grać i śpiewać: „
I never thought that it be easyCause we both so distance now, and the walls are closing in on us...” Dołączyłam do niego w refrenie i zaczęłam śpiewać sama drugą zwrotkę „Mommy you will always and somewhere, and daddy I live outta town So tell me how could I ever be normal somehow ?”. Justin przygrywał na gitarze. Jemu również popłynęła łza. Teraz już oboje dobrze wiedzieliśmy, że jesteśmy w podobnej sytuacji.
Kiedy piosenka skończyła się, Juju uśmiechnął się do mnie… W głębi duszy chciało mi się płakać, ryczeć jak małemu dziecku.. Widziałam, że uśmiech Justina też nie jest najszczerszy.
- Wiesz co…? – zaczął mówić a ja podniosłam głowę do góry – znam Cię niespełna 2 dni, a czuję jakbym znał Cię całe życie.
- No widzisz.. Może dlatego, że teraz i Ty znasz moją historię, a ja Twoją…
- Możliwe. – rzekł i spojrzał na zegarek. Była 12.00pm. Zorientowałam się, że siedzę jeszcze w pidżamie, chodź jest południe…
- Am… Justin.
- Tak wiem, już idę do Twojego brata – podniósł się, odstawił  gitarę i wyszedł. Po chwili jednak – Nicole… - zawahał się, otwierając moje drzwi.
- Tak ?
- Masz na dzisiaj plany ?
- Um… Miałam iść z bratem do galerii po prezenty, a o 6pm. mam wywiad, a czemu pytasz ?
- Mógłbym iść z wami ? – uśmiechnął się chyba najszerzej jak to możliwe.
- Pewnie. – uśmiechnęłam się.
- Okay, dzięki. – puścił mi oczko i wyszedł.
Ja powolnym ruchem zsunęłam się z łóżka i poszłam poszukać czegoś w szafie…  ubrałam się w http://stylistki.pl/fiolet-czern-biel-dziewczyna-skate--165958/

Po chwili przeszłam do łazienki, pomalowałam rzęsy i poszłam do pokoju mojego brata.
- Łooooo – usłyszałam wchodząc.
- Bożeee – odezwał się drugi głos.
- Co jest ? – spytałam.
- Wyglądasz… Łaaał – powiedział Juju.
- Hahah. Dziękuję.
- Ona zawsze mówiła to samo o Tobie, oglądając Twoje filmiki, lub przeglądając zdjęcia. – powiedział mój brat.
- ALAN! – krzyknęłam, a Justin się uśmiechnął.
- Too.. jedziemy ? – zapytał po chwili Justin.
- Ale autobus najwcześniej będzie za 30min – powiedziałam.
- Co ? Autobus ? Hahah. Podwiozę was. – rzekł Juss.
- Ale przeżyjemy ?
- Oczywiiiiiiiście. – powiedział Justin i wszyscy poszliśmy do jego garażu. 

niedziela, 23 grudnia 2012

Rozdział 15. – „Born To Be Somebody”


Jutro wstawiam bonusa na bloga! Rozdział + niespodziewanka ;33 
________________________
 - Alan! Alan zatrzymaj się! – krzyczałam do niego, ale on dalej szedł przed siebie w ciemności, gdzie świeciły tylko latarnie. Do oczu napłynęły mi łzy. – Alan proszę bracie! … Nie zostawiaj mnie. – w tym momencie Alan zatrzymał się i odwrócił w moją stronę.
- Nie wrócę do domu – mruknął zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
- Nie każę ci wracać. Powiedz, co cię ugryzło ?
- Co mnie ugryzło ?! Ten człowiek ma nas głęboko w dupie i myśli, że jak czasem da nam trochę kasy i się uśmiechnie, to wszystko jest okay ?! – denerwował się Alan.
- Ej, spokojnie. Alan, ja wiem, bo czuję dokładnie to samo co Ty. Jest z nim ciężko, ale…
- Ale co ? Przecież nic się z nim zrobić nie da. Czy on w ogóle kocha naszą mamę ? – przerwał mi.
- Nie wiem.. Ale podejrzewam, że tak.
- Kiedy ostatnio widziałaś żeby ją chociażby przytulił ? – spytał.
- Ummm… Nie mam pojęcia.
- Właśnie. On z nią jest bo to nieudacznik. Nie ma co ze sobą zrobić i gdzie się podziać – mówiąc to, mój brat wyciągnął i podpalił papierosa.
- Może masz rację, a może nie masz.. Tego nie wiemy. Ale spokojnie, proszę Cię.
- Dobra – mruknął. Przez krótką chwilę panowała cisza. Alan palił a ja obok szłam i rozglądałam się, jednak było zbyt ciemno, by cokolwiek dostrzec. Miałam wrażenie, że ktoś za nami idzie, gwałtownie się odwróciłam, ale zawało się, że nikogo tam mnie ma.
- Co jest ? – zaniepokoił się brat.
- Nic, nic. Tylko wydawało mi się, że ktoś tam jest.
- Spokojnie siostra. Wracajmy już. – jak powiedział, tak też zrobiliśmy. Około godziny 7.30pm byliśmy pod domem. Alan otworzył drzwi.
- Nie wchodzisz ? – spytał zdziwiony.
- Nie. – odrzekłam – Posiedzę chwilę na schodach. Zaraz  wejdę.
- Dobrze. W razie czegoś dzwoń. – powiedział i wszedł do środka. Na dworze panowała cisza. Usiadłam na schodach i rozmyślałam o tym co się teraz dzieje patrząc w niebo. A niebo było jakby puste. Nie mam pojęcia czy zachmurzone, czy może po prostu nie było widać gwiazd z innego powodu. Nagle mało nie padłam na zawał, kiedy spuszczając głowę z dół zobaczyłam przed sobą twarz Justina.
- BOŻE! Co ty tu robisz ? Chcesz żebym na zawał padła ? – krzyknęłam.
- Wybacz, nie mogłem się powstrzymać. Ale przynajmniej już nie płaczesz – uśmiechnął się.
- Widzisz… Robię postępy. – powiedziałam odwzajemniając uśmiech.
- Słuchaj… Mogę zająć ci chwilę ?
- Pewnie. Co jest ?
- No więc.. Widziałem jak twój brat wybiegł z domu a ty zaraz za nim. Potem widziałem że nagle się zatrzymał jak na jakiś.. hmm… rozkaz. Coś się stało ?
- Ehh.. Dzieje się cały czas. Odkąd skończyłam jakieś 5 lat. – spuściłam głowę w dół.
- Mogę wiedzieć..? – Zapytał Juju niepewnie.
- Możesz… Ale ostrzegam, że to długa i dość nudna historia.
- Na pewno nie. Opowiadaj. – rzekł. A ja opowiedziałam mu o rozstaniu rodziców, Filipie i naszym stosunku do niego, o tym jak przez to mój brat pali i mamy przez niego problemy, bo nie dajemy rady. Justin słuchał mnie bardzo uważnie.
- Więc Twój brat przez to pali – powiedział Bieber kiedy skończyłam.
- Tak, przez to ciągle muszę tylko UDAWAĆ, że jest okay.
- Nie wiedziałem. Wybacz.
- Nie mam czego ci wybaczać. Masz podobnie.
- Z tym, że nie mam ojczyma, siostry czy brata od mamy, ani takiego problemu.
- Jakoś dajemy razem radę.
- Chwila.. Czyli to dlatego jesteś z bratem aż tak blisko ? – upewnił się Biebs.
- Tak, dokładnie. Przysięgliśmy sobie, że zawsze będziemy się wspierać. Przysięga powstała gdy ja miałam niecałe 6 lat, a Alan 9.
- Wow. To już dobre 10 lat.
- Tak, a Alan mimo wszystko nie da mi zrobić krzywdy, od czasu, kiedy zobaczył, że Filip mnie uderzył.
- Ile miałaś wtedy lat ? I co się stało ? Jeśli mogę zapytać oczywiście.
- Ammm… Miałam wtedy chyba 6-7lat. Biegłam do salonu i po drodze stłukłam jakiś wazon, który przywiózł Filip z Anglii. Ponoć bardzo drogi. Mamy nie było w domu. Alan stał wtedy gdzieś koło kuchni, z której dobrze było widać salon. Filip strasznie się wściekł, zamachnął się i uderzył mnie tak, że się przewróciłam.
- O Boże… To straszne, tak uderzyć 7-letnie dziecko ?
- To jeszcze nie koniec – powiedziałam, a Bieber znów włączył swój bystry słuch – Więc.. Kiedy upadłam, Alan przybiegł do mnie i pierwszy raz zwyzywał Filipa, po czym podniósł mnie, kopnął Filipa, złapał mnie za rękę i zaprowadził do pokoju, gdzie zobaczył coś mi się stało. Na szczęście nic mi nie było.
- Masz wspaniałego brata. – powiedział Biebs, po czym spytał jeszcze - Czyli Filip potrafi uderzyć każdego ?
- Tak, dlatego martwimy się o mamę.
- Rozumiem.. Jeszcze jedno pytanie i już cię nie będę męczył. Co powiedziałaś bratu, że z tak szybkiego tempa zatrzymał się bez namysłu.
- Ammm.. Krzyczałam do niego i nie chciał się zatrzymać.. Więc w końcu dodałam „Nie zostawiaj mnie!” nawet nie byłam świadoma tego, że tak szybko się zatrzyma i odwróci.
- Wspaniały brat. O lepszym chyba można tylko pomarzyć.
- A żebyś wiedział! Nie wymieniłabym go na nic innego.
- Nawet na mnie ? – zapytał podchwytliwie.
- Nawet na ciebie, mimo, że to dość kuszące – zaśmiałam się.
- NICOLE! – usłyszałam nagle krzyk Alana i spojrzałam w górę. – Chodź już do domu! Jest 9.00pm!
- Zaraz będę braciszku! – odkrzyknęłam mu.
- Martwi się. Lepiej już idź. – powiedział Bieber podnosząc się.
- No chyba będę szła – stwierdziłam, a Juju pomógł mi wstać.
- To do zobaczenia – powiedział przytulając mnie.
- Do zobaczenia – uśmiechnęłam się, a Justin przebiegł na drugą stronę ulicy.
- LUV YAH! – krzyknął otwierając drzwi.
- Love ya too! – odkrzyknęłam wchodząc do środka. Zdjęłam kurtkę i szybko pobiegłam na górę do Alana. 

czwartek, 20 grudnia 2012

Rozdział 14. – „Where Are You Now ?”


Wiem, że długo nie pisałam, ale zajęcia i nauka mi nie pozwalały :/
Postaram się dodawać notki systematycznie! Miłego czytania! <3
____________________________________
                
Justin zaczął śpiewać. Ja i Alan przez chwilę wahaliśmy się, no ale cóż.. Chyba każdy lubi sobie czasami „podudać”. Szliśmy więc i śpiewaliśmy tak: „Wszyscy dzisiaj nucą tak: Duda! Duda! Wszystkim miło płynie czas! Wszystkim Duda Hej!”. Tak, to była jedyna nasza piosenka na całą naszą drogę, ale było całkiem śmiesznie. Kiedy doszliśmy Alan pożegnał się z Bieberem. Ja też podeszłam aby się pożegnać – Juju przytulił mnie, a ja myślałam że zaraz znowu popłaczę się ze szczęścia. Powstrzymałam się jednak i razem z bratem weszłam do domu. 
- Gdzie byliście ? – otrzymaliśmy pytanie na wejściu od rodziców.
- Amm… Na spacerze po okolicy – rzekł mój brat.
- Gdzie dokładnie ?
- Am.. Wszędzie.. Wiece że niedaleko jest sklep, a kawałek dalej cukiernia ? – odpowiedziałam im szybko.
- No tak. Okay, możecie iść na górę. Za godzinę będzie kolacja! – krzyknęła mama kiedy wchodziliśmy już na górę. Weszłam do swojego pokoju, a Alan zaraz za mną. Usiadłam na łóżku.
- Siostra, nie uważasz, że Justin dziwnie na nas patrzył ? Jak na jakichś takich wyrzutków nad którymi się litują ?
- Nie, dlaczego ? – zdziwiłam się.
- Nie widziałaś tego jak patrzył na nas kiedy zatrzymałem Cię nim wyszłaś ?
- Widziałam, ale wydaje mi się, że on po prostu tego do końca nie rozumie…
- Co masz na myśli ? – spytał.
- Tego, że sam wiesz jak jesteśmy zżyci. A on tego nie wie. On ma rodzeństwo tylko od strony ojca. Z resztą zna nas ledwo jako postacie.. Nie zna historii.
- Może kiedyś pozna.
- Możliwe braciszku. Na razie jednak o nic nie pytał, może się wstydził, albo myślał, że nie wypada.
- Hmmm… Też tak może być. Too.. Co robimy ?
- Umm… Wiesz, jest już początek grudnia, a my nie mamy jeszcze nic na gwiazdkę.
- Fakt. Więc może jutro, jeśli nie będziemy mieć żadnych zadań od Scotta pojedziemy do centrum ?
- Okay. Nie ma problemu. – powiedziałam otwierając laptopa.
- Ey, dasz mi coś sprawdzić ? – spytał nagle Alan.
- Pewnie – odrzekłam kładąc mu laptopa na kolanach. Wtem Alan wszedł na Facebooka i przeglądał wiadomości z jakąś dziewczyną.
- Kto to ? – spytałam po chwili.
- To ? Ahm.. Nikt taki. Na Imię ma Isabella i mieszka ponoć niedaleko. Napisała do mnie, bo przyjechała tu niedawno z Kanady.
- Uuu.. Podoba Ci się ? – szturchnęłam go w ramię.
- Co ? Nie, nie. Ma chłopaka – zaśmiał się. – miałem jej tylko napisać gdzie jest przystanek.
- Mhmmm… Powiedzmy, że na razie w to wierzę. – uśmiechnęłam się. Gdy nagle mama zawołała nas na kolację. Powolnym krokiem ruszyliśmy w stronę jadalni. Dawno nie jedliśmy razem, ale to dlatego, że Filip nigdy nie ma czasu. A mama bez Filipa nie chce jeść. Nie powiem, że za nim przepadam, no ale nic nie mogę poradzić. Razem z Alanem musimy dać radę.
- Jak wam minął dzień ? – spytał nasz ojczym.
- Zwyczajnie – odrzekłam krótko.
- Mhmm… No a co robiliście ?
- Chodziliśmy sobie.. Widzieliśmy Biebera. Nawet fajnie. – powiedziałam, a Alan dodał po chwili.
- Czemu tak nagle się tym interesujesz ?
- Alan! – upomniała go mama głosem pod tytułem „grzeczniej!”
- Nie tak nagle, po prostu mam dużo pracy. – uśmiechnął się, lecz jakoś nas to nie poruszyło. Kończyliśmy już jeść. Zawsze staramy się to robić jak najszybciej.
- A co z waszą nauką ? – ciągnął dalej Filip. Po twarzy brata widziałam że już długo tu nie wytrzyma.
- Scott załatwi nam nauczanie domowe. – odpowiedziałam.
-Domowe ? Nie wiem czy to będzie dla was dobre. – rzekł a Alan ni z tego ni z owego wybuchnął.
- TY W OGÓLE NIE WIESZ CO JEST DLA NAS DOBRE! Nigdy tego nie wiedziałeś i nawet nie starałeś się dowiedzieć. Nigdy o nic nie pytałeś i ledwo co czasami się odezwałeś. Nigdy nie byłeś nadmiernie miły dla nas. I co najważniejsze NIGDY – NIE – ZASTĄPISZ – NAM – OJCA! – Ostatnie wyrazy strasznie mocno zaakcentował. Po czym wstał od stołu, wziął kurtkę i wyszedł.
Mama patrzała na mnie, ja na nią, a Filip nie wiedział co się dzieje. Bez chwili zastanowienia wzięłam swoją kurtkę i wybiegłam za nim.

środa, 12 grudnia 2012

Rozdział 13. – „Die In Your Arms”


                Rano wstałam w zaskakująco dobrym humorze, gdyż obudził mnie właśnie brat. Nie dostałam żadnej wiadomości od Scotta, więc dzień chyba miałam wolny. Podniosłam się z łóżka i zorientowałam się, że jest już listopad.. Było dość ciepło, więc założyłam: http://stylistki.pl/luzacki-taki-d-119550/. Zajrzałam do brata i spytałam, czy chce się ze mną przejść. Niestety odmówił mi, gdyż stwierdził że źle się czuje. Cóż… Wzięłam słuchawki i wyszłam z domu. 
                Szłam dość długo przez osiedle, potem przeszłam obok przystanku, na słuchawkach „Die In Your Arms” . Mogłam iść wszędzie.. Jednak coś mnie zaintrygowało. Dom, który wyglądał na bardzo stary i już nie zamieszkały. Zaczęłam go oglądać… wydał mi się trochę straszny, ale nie zawróciłam obejrzałam go z każdej strony za nim była jakaś ścieżka… Okropnie zaciekawiło mnie dokąd ona prowadzi, więc bez chwili wahania weszłam na nią. Szłam i szłam… Wydawała się ona nie mieć końca, zwłaszcza, że po paru minutach byłam w lesie.. Na końcu lasu zobaczyłam jakieś światło, a światło oznacza wyjście… Przyśpieszyłam i nagle przed oczyma ukazało mi się jezioro. Wielkie i piękne. Gdzieniegdzie były drzewa i jedno miejsce, jakby ‘wysiedziałe’… jakby ktoś codziennie tam bywał.. Chociaż jezioro i otoczenie wydawały mi się całkiem oderwane od rzeczywistości…
- Widzę, że odkryłaś moje tajemne miejsce – usłyszałam nagle głos zza pleców i zamarłam. Przez chwile nie odzywałam się i nie ruszałam jednak odwróciłam się i zobaczyłam Justina.
- T-t-twoje t-tajne miejsce ? – jąkałam się, a ręce zaczęły mi się trząść a do oczu znów napłynęły mi łzy.
- Ej nie płacz.. – powiedział Bieber. – Jeśli będziesz to robić za każdym razem kiedy mnie widzisz to raz, że będzie mi przykro, dwa, że dość często będziesz płakać.
- Okay – powiedziałam, ale łzy szczęścia ciągle napływały mi do oczu.
- Chyba nie chcesz, żeby było mi przykro, hmm ?
- Nieeee – odpowiedziałam biorąc głęboki wdech.
- No to powiedz – mówił siadając obok mnie – co tutaj robisz ?
- Ammm… zaciekawił mnie taki stary dom, ma chyba tylko parter z tego co widziałam i jest cały z drewna.
- Tak wiem.. Ale on tylko na pozór jest stary.
- Jak to ? – zdziwiłam się.
- Nie wiem czy mogę Ci to powiedzieć.. – zawahał się Juju – … Ale tam w środku jest salon gier. Mój salon gier.
- Żartujesz.
- Nie, nie żartuję. Po prostu wiem, że ludzie nie zbliżają się do takich domów. A on jest całkowicie bezpieczny. Kazałem go tak wybudować – uśmiechnął się.
- No… to jest pomysłowe. – odwzajemniłam uśmiech.
- Mogę Ci go pokazać, ale nie możesz powiedzieć nikomu. Okay ?
- Ammmm…
- Co jest ?
- Bo.. Ja zawsze o wszystkim mówiłam bratu, więc..
- Rozumiem… Możesz zadzwonić po brata. – powiedział i dał mi swój telefon. Zadzwoniłam po Alana i dokładnie wytłumaczyłam mu gdzie ma iść… Na początku upierał się przy tym, że źle się czuje, ale jednak udało mi się go przekonać.
                Po około 10 minutach Alan przyszedł pod dom, gdzie czekałam już z Justinem.
- Yoo Biebs – przywitał się mój brat.
- Yoo. – odpowiedział.
- To co było tak ważnego, co chcieliście mi pokazać ? – spytał Alan, a Bieber po prostu odwrócił się w stronę domu mówiąc „chodźcie”. Tak też zrobiliśmy. Justin otworzył drzwi i dał ręką znak, że mamy wejść.. W tym momencie moim oczom ukazało się coś wspaniałego.. Jeden wielki pokój pełen automatów, z X-box’em 360, Nintendo wii i chyba milionem gier.
- Wooooow – powiedział mój brat, bo tego słowami nie można było określić.
- Jak wam się podoba ?  - zapytał Justin.
- Boże.. Ty się jeszcze pytasz ? To jest wspaniałe! – oznajmiłam.
- Wspaniałe ? To jest ziemia obiecana! – zażartował mój brat.
- Cieszę się, że wam się podoba. – uśmiechnął się Biebs.
- Mam tylko jedno pytanie… - zaczęłam.
- Umm.. Tak ?
- Czy na tej sofie co tam stoi – pokazałam w róg pokoju – można spać ?
- Owszem. Czasami tu sypiam. Tam za drzwiami jest łazienka. – odpowiedział mi.
- Woow… Nie wierzę. – rzekłam, kiedy mój brat już dawno zabrał się za grę na X-Box-ie.
- Uwierz. Jakby coś, zawsze możecie tu nocować. Nawet mogę wam dać klucz – powiedział – tylko żeby NIKT się o tym nie dowiedział.
- Jej.. Dobrze. – odrzekłam trochę zszokowana, a Juju odczepił jeden klucz i włożył mi go do kieszeni spodni. Po chwili odruchowo spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że jest już 4.00pm. Czas strasznie szybko mi zleciał. Alan nie wykazywał nawet najmniejszej ochoty na wyjście z tego domu, jednak musieliśmy iść.. Chociaż na chwile.. Nie możemy być cały dzień poza domem nie dając znaku życia.
- Alan! ALAN! – próbowałam wyrwać go z transu grania.
- Cooooo ? – zareagował w końcu.
- Już po 4.00pm! Musimy iść.
- To Ty idź, a ja tu zostanę! – zaproponował dość chamsko Alan.
- Serio ? Mam iść ? Okay. Okay. – powiedziałam i już miałam wychodzić, gdy nagle ktoś złapał mnie za rękę.
- Nie siostra. Idę z Tobą. – powiedział Alan. Nawet nie zauważyłam kiedy wstał. Justin dość dziwnie się na nas popatrzył. Nie dziwię mu się. Nikt tak naprawdę nie wie, jak silna więź łączy mnie i brata. Jak przez rodziców jedno chroniło drugiego. Alan był zawsze silniejszy psychicznie jak i fizycznie, ale był też czas, kiedy to on potrzebował mojego wsparcia, kiedy już całkowicie nie dawał  rady.
                W ciszy wyszliśmy z ‘salonu gier’ i ruszyliśmy w stronę domów. Cisza nie trwała zbyt długo, bo żadne z nas jej nie lubi.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Rozdzial 12 – „As Long As You Love Me”


               Po przyjeździe do domu poszliśmy do salonu, gdzie była mama i Filip. Oczywiście zadawali mnóstwo pytań jak było, co się działo, czy się wszystkim podobało. Ale Alan powiedział najpierw:
- Zatkajcie na początek uszy! – Tak też zrobili. Zrozumiałam, że mogę wtedy krzyknąć. Tak też zrobiłam wydarłam się z radości. Po czym moi rodzice spytali, czemu aż tak się cieszę. Mój brat popatrzał na nich miną pod tytułem: „Na czyj widok ona się jara ? Serio nie wiecie ?”
- Widziałaś Biebera czy co ?
- A żebyś wiedziała, że widziałam !  Ajajajajjjj !
- Jak to ? – spytał Filip.
- Przyszedł w połowie naszego występu. A potem do nas podszedł! Nawet nie wiecie jak się cieszę! Spełnienie największego na świecie marzenia!
- Rozumiemy i cieszymy się Twoim szczęściem skarbie! – powiedziała mama.
- Dobra, ja lecę na górę. – Powiedziałam, dałam mamie całusa w policzek i czym prędzej pobiegłam do swojego pokoju. Alan po chwili też poszedł do swojego.
                Położyłam się na łóżku. Nic mi więcej do szczęścia nie brakowało. Może tylko przyjaciół. Postanowiłam, że na razie do nich nie zadzwonię. Byłam jeszcze zbyt podekscytowana.!
Po 15minutach leżenia w końcu chwyciłam laptopa i weszłam na Facebooka. Miałam kilka postów i tym razem kilka wiadomości. Jedna z nich była od Biebera, druga od Pawła i kilka na temat Ameryki i tego bym wracała. Sama nie wiem czemu, ale najpierw przeczytałam tą od Pawła. Pisało tam:
„Hej! Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie dobrze i że jeszcze się kiedyś zobaczymy… Wszyscy strasznie za Tobą tęsknią. Pewnie wszyscy chcą abyś do nich wróciła… Ja nie, to znaczy chciałbym, ale życzę Ci bardziej powodzenia w karierze. Bo jeśli to Cię uszczęśliwi, ja też będę  szczęśliwy. Tak jak chyba wszyscy. Jak będziesz miała czas, to odpisz. Pa :*”
Uśmiechnęłam się i odpisałam mu, że to bardzo miłe i że miałam dzisiaj pierwszy malutki występ oraz dodałam, że widziałam się z Justinem.   Potem przeczytałam wiadomość od Biebera: „Jeszcze raz gratuluję udanego występu i pięknej piosenki. Widzę też, że jesteś naprawdę wielką fanką. Bardzo kocham moich fanów :) Mam nadzieję, że jak się następnym razem zobaczymy, nie będzie już takich emocji.:3 Love ya. Justin & Pac(chomik sam się podpisał ! :o)”. To również było miłe… Odpisałam mu: „Dziękuję i mam nadzieję, że jeszcze w ogóle się spotkamy. Love u. Nicole & Alan(brat sam się podpisał ;o)”.
                To był bardzo udany dzień. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszęęę! – krzyknęłam.
- Hej, to ja. – powiedział mój brat wchodząc. – Jak emocje ?
- Już okay. Ale ciągle w to nie wierzę.
- Dlaczego ? – zapytał i usiadł obok mnie na łóżku.
- No bo to.. Justin Bieber! – oznajmiłam.
- Czy nie tego właśnie chciałaś ?
- No tego, ale.. no zrozum, że..
- Że w to czego chcemy najbardziej, najtrudniej jest nam uwierzyć i często chcemy się poddać ? – przerwał mi.
- Dokładnie… Skąd wiesz ?
- Jestem starszy.. Mam jednak nieco większe doświadczenie.
- A czego Ty tak mocno chcesz ? Poznać modelkę ? – spytałam.
- Nie..
- A czego ? Sławy, kasy ?
- Nie i nie.. Zgaduj dalej.
- To może.. chcesz być rozpoznawany ?
- Też nie. – zaprzeczył brat.
- Hmmm… Nie mam pojęcia. Powiedz, proszę – nalegałam.
- Nie wiem czy pamiętasz, ale kiedy miałaś 14 lat, powiedziałaś, żebym już nie palił…
- Pamiętam, byłam wtedy w tobą na spacerze w parku.
- Dokładnie. Paliłem już wtedy 4 lata.
- Tak, wiem.. Co w związku z tym ? – nie mogłam ogarnąć o co chodzi.
- Od czasu, gdy mi to powiedziałaś minęły dwa lata. Przez te dwa lata najpierw myślałem o tym, czy rzucić palenie. Potem bardzo staterem się to zrobić, ale 4 lata to już jest bardzo duży nałóg.
- Ale się starałeś… Awww… – Nie skończyłam bo Alan mi przerwał.
- Jednak tak mi na tym zależało, że udało mi się ograniczyć.. z całej paczki do 3-5 fajek dziennie.
- Boże.. Jaki ty jesteś kochany. – powiedziałam – Nie wiedziałam, że o tym pamiętasz i że ciągle ograniczasz. Nie poddałeś się.
- Tego nauczyłem się od Ciebie.
- Naprawdę ?
- Tak. Tak mocno wierzyłaś, że uda Ci się coś osiągnąć i tak mocno wierzyłaś że pojedziesz na koncert i zobaczysz idola.. Tak mocno wierzyłaś, że ja też uwierzyłem.
- Kochany jesteś. Najlepszy brat na świecie. – rzekłam i dałam mu buziaka.
- Dobra, moja najlepsza siostrzyczko idź spać.. Może w końcu się wyśpisz. Dobranoc. – powiedział wychodząc i gasząc światło w moim pokoju.
- Dobranoc braciszku. Kocham Cię.
Chwilę jeszcze myślałam o mojej rozmowie z bratem. Byłam pod wielkim wrażeniem.. Że on przez ten cały czas starał się mnie uszczęśliwić i bardzo chciał rzucić palenie.. To takie słodkie.. I bardzo mnie zmotywowało!  Jednak dzisiejszy dzień był męczący, mimo wszystko, więc po chwili zasnęłam. 

sobota, 8 grudnia 2012

Rozdział 11 – „Somebody to Love”


                Za kulisami czułam się już bezpiecznie. Podano mi i Alanowi wodę. Scooter przybiegł do nas.
- Byliście świetni. Ludziom strasznie się podobało!
- Super! Prawie padłam na zawał.! – krzyknęłam z sarkastycznym entuzjazmem.
- Czemu ? – spytał Scott.
- Bo miałam tremę. – rzekłam.
- A Ty Alan ? –  zapytał ciekawie.
- Też.. Ale udawałem że jest okay. Wiesz SWAAAG – rzekł Alan i napił się wody.
- A od kiedy ty mówisz ‘swag’ bracie ? – spytałam
- Od dokładnie wczoraj.. Bieber mówi to przynajmniej 3 razy na minutę.
- Weź mnie nie denerwuj ! – krzyknęłam
- Justin u was był ? – zdziwił się Scott.
- U mnie. – powiedział Alan – Ona spała – skończył wskazując na mnie.
- No to miałeś fart. Hahah. – zaśmiał się Scooter.
- Czemu ? – tym razem ja się zdziwiłam.
- Bo on rzadko przychodzi tak oooo…
- Ale on przyszedł do niej – znów pokazał na mnie. – pogadać z nią i czegoś się dowiedzieć, ale chyba była zmęczona.
- Jeśli będzie chciał to kiedyś przyjdzie jeszcze raz. Pisałaś z nim. ? – spytał jeszcze Scooter.
- Tak – uśmiechnęłam się. – I napisał sprayem na ulicy „Witam i życzę powodzenia Nicole! ~ Love ya. Justin”.
- Ah ten Bieber. Znów będę musiał płacić za ‘wandalizm’ – zażartował Scott. – Limuzyna będzie tu dopiero za jakąś godzinę. Możecie posiedzieć w kawiarni. Ja jadę jeszcze na chwilę do studia Biebera. – Powiedział wychodząc.
- Okay. – powiedziałam równo z Alanem.
                Wyszliśmy zza kulis i usiedliśmy w kącie kawiarni. Kelnerka przyjęła nasze zamówienia na koktajl. Nieoczekiwanie podeszła do mnie mała dziewczynka pytając, czy dam jej autograf.
- Awww.. Oczywiście – powiedziałam.  – Jak się nazywasz ?
- Catlin – odpowiedziała malutka, a ja szybko się podpisałam. Potem mała podeszła do Alana z tym samym pytaniem dodając jeszcze, że jest ładny, a ja się zaśmiałam, że ma branie. Alan nie zwrócił na to uwagi i również podpisał się Catlin.
                Kelnerka przyniosła nam koktajle. Popijaliśmy je i rozmawialiśmy na temat występu.. Strasznie wciągnęła nas rozmowa. Razem z Alanem myśleliśmy co będzie dalej… Po chwili zorientowaliśmy się, że przez ostatnią godzinę minęło 20minut(-.-). Strasznie nam się nudziło, ale musieliśmy tam siedzieć. Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok.. Zaczęłam się rozglądać dookoła, by ogarnąć, kto taki na mnie patrzy.. To ta trójka chłopaków, którzy weszli w połowie występu. W sumie wzrok widziałam tylko jednego, bo ta dwójka miała okulary. Ale byli obróceni  w moją stronę.
- Kto to ? – spytał Alan.
- Skąd mam wiedzieć ? Dziwnie się patrzą.
- Może się w Tobie zakochali po występie. – zaśmiał się Alan.
- A może w Tobie ?
- No może.. jak można mnie nie kochać ? – powiedział Alan zarzucając włosami.
- Oj… jakoś można – powiedziałam lekko się podnosząc i czochrając mu włosy.
- Oj przestań. Wiem, że mnie kochasz…
- No, jasne… pewnieee! Jakże mogłabym nie – śmiałam się. Nagle poczułam że coś złapało mnie za ramię. Zdrętwiałam ze strachu. Alan uśmiechnął się, a ja mnie miałam bladego pojęcia co się dzieje.
- Świetny występ. – rzekł głos zza moich pleców, a ja wciąż siedziałam nieruchomo.
- Dzięki – odpowiedział mój brat.
- Tak w ogóle to yoo Alan.
- Yoo Justeeeeeen! – Alan wstał u przywitał się z chłopakiem.
- Amm.. Możemy iść za kulisy ? – zapytał chłopak.
- Pewnie – mówił mój brat chwytając mnie za rękę i prowadząc za kulisy.
                Za kulisami otrząsnęłam się. Ale to nie trwało długo, bo ten „Justeeeen” zdjął okulary i kaptur. I właśnie wtedy ukazał mi się Bieber. Łzy ze szczęścia napłynęły mi do oczu.
- Hej shawty. – powiedział do mnie. A ja nie mogłam nic powiedzieć, bo normalnie zaczęłam płakać.
- Wielka Belieberka. Już prawie 4 lata. – rzekł Alan.
- Aww.. Nie płacz – mówił Juju przytulając mnie do siebie, a ja nie mogłam się opanować. Nie mogłam uwierzyć, że tu jestem, że on tu jest. – Nie płacz – powtórzył i odsunął mnie od siebie, ale wciąż oplatając mnie ramieniem, a mój brat otarł mi łzy. – Jest dobrze, nie płacz mała.
- Boże, ja nie wierzę – mówiłam a łzy jeszcze spływały mi po policzku.
- W co nie wierzysz ? – zapytał Justin
- W to, że TY tu jesteś.
- A jednak. Przyjechałem, bo wiedziałem że dzisiaj tu śpiewasz. – uśmiechnął się.
- Chwila. Scooter pojechał do Ciebie do studia. – powiedział Alan  i w tym samym momencie zadzwonił telefon Biebera.
- Tak ? – odebrał.
- GDZIE TY JESTEŚ ?! – usłyszeliśmy w telefonie głos Scotta.
- Ammm… Słabo Cię słyszę Scott. Coś zakłóca mi sygnał. Jakaś super gwiazda zakłóca mi syg.. – rozłączył się. Wszyscy patrzeliśmy na niego jak na wariata. – No co ? – zapytał po chwili.
- Nie powinieneś mu powiedzieć gdzie jesteś ? – zapytałam.
- Powinienem też być na właśnie na próbie w studiu. Ale wiesz, że..
- Lubisz łamać zasady… Wiem – powiedziałam uśmiechając się.
- Czy Ty…
- Nie, nie czytam Ci w myślach – znów mu przerwałam. – Upss..
- Wow. Niesamowite. Dobra, miło Cię było poznać, ale muszę już wracać, bo Scott mnie zabije.
- Okay. Po nas też zaraz przyjedzie limuzyna.
-No to.. Być może do zobaczenia. – pożegnał się Juju – O! Jeszcze jedno ! – dodał.
- Co takiego ?
- Mogę sobie zrobić z tobą zdjęcie ? – uśmiechnął się.
- Hahahah. No skoro nalegasz – zaśmiałam się.
Justin podał aparat swojemu koledze, który zrobił nam zdjęcie. Biebs podziękował, przypulił mnie, pożegnał się z Alanem i wyszedł razem z kumplami.
                Po jego wyjściu uświadomiłam sobie co właśnie się stało i wyszłam zza kulis prosto na dwór, gdzie akurat podjechała limuzyna. Brat wybiegł chwile po mnie i pojechaliśmy do domu. 

wtorek, 27 listopada 2012

Rozdział 10 – „Believe”


                Coś czuję, że nigdy się nie wyśpię. O 8.00am zostałam obudzona telefonem od Scootera, że jadę na mini koncert do kawiarni, dziś o 4.00pm. Nie mam bladego pojęcia dlaczego obudził mnie tak wcześnie, ale czułam, że już nie zasnę, więc postanowiłam to wykorzystać i zrobić kawał bratu. 
Nie chciałam być jakaś mega wredna, więc po prostu wzięłam moją szminkę, trochę tuszu do rzęs i pastę do zębów. Wyglądał uroczo, kiedy go pomalowałam a pastą wysmarowałam jego ręce.
Niestety gdy wychodziłam, on nagle otworzył oczy i jedyne co mi zostało to… ucieczka.
                Alan przejrzał się w lustrze i zaczął mnie gonić, a kiedy już mnie złapał.. Podniósł mnie, położył w wannie i przytrzymując mnie jedną ręką – odkręcił wodę. Tym razem mu się udało. Wyszłam cała mokra z wanny i nagle poczułam okropną ochotę przytulenia się do brata, więc dałam mu mokrego przytulaska, za to on dał mi czerwonego rozmazanego po całej twarzy buziaka. Powiedzmy, że jesteśmy kwita.  
                Obydwoje poszliśmy się ogarnąć. Z tym, że Alan poszedł do mojego pokoju po mleczko do demakijażu(hahah), a ja do jego pokoju, po moją ulubioną koszulkę, tzn. jego koszulkę, ale za bardzo ją lubię żeby leżała u niego w szafie.
                Dzień do 4.00pm zleciał szybko, śniadanie, wojna z Alanem, krzyk rodziców o rozbity wazon i kubek, krótki szlaban na nie wychodzenie ze swoich pokoi i kłótnia z bratem przez telefon, czyja to wina, że siedzimy w pokojach bez internetu.. Ja i tak wiem, że to przez niego… Ahh ta nasza miłość.
                O 3.30pm przyjechała po mnie limuzyna (SWAAAG). Pojechałam razem z Alanem do tej kawiarni. Jeszcze chyba nigdy się tak nie denerwowałam. Weszłam do środka od tyłu kawiarni i okazało się, że to jest muzyczna kawiarnia o z tyłu są kulisy, gdzie właśnie byłam razem z bratem.
- Nicole ! Alan ! Wspaniale. Wszyscy już czekają.  – krzyknął Scooter.
- Co ? Jacy wszyscy czekają ? – spytałam.
- No ludzi o kawiarni. Wiedzą, że wystąpisz.
- Znają nas ? – dopytywał się Alan.
- Nie, ale właśnie o to wam chodzi żeby poznali. Wchodzicie za 3 minuty.
- Ale Scott! Ja nie wiem co mam śpiewać.
- A no tak. Zaśpiewasz dzisiaj 4 piosenki.
- Ale jakie ?! – nie mogłam wytrzymać.
- U Got it Bad, Die In your arms od Justina.
- A te dwie kolejne ?
- Twoje. My Best Friends. I zapewne masz jakąś drugą.
- No tak.. Boy in the neighborhood. (chłopak z sąsiedztwa).
- Alan, wiesz jak to grać ?
- Pewnie, ona ćwiczyła to po przyjeździe tutaj kilka razy. – powiedział mój brat.
- ŚWIETNIE ! Wchodzicie za 2,5 minuty. Powodzenia. – rzekł Scooter i wszedł na scenę, ogłaszając, że zaraz dla nich wystąpię. Byłam strasznie zdenerwowana. Alan tak samo. Staliśmy jak wryci. Po chwili ktoś przyniósł Alanowi gitarę, a mnie mikrofon… Mieliśmy 30sekund.
Brat przytulił mnie i powiedział, że wszystko będzie okay, po czym stanęliśmy na wyznaczonych miejscach…
                Kurtyna zaczęła iść do góry, a ja właśnie zobaczyłam tłum ludzi. Myślałam, że zaraz zejdę z tej sceny. Ale nie mogłam. Stałam przez chwilę z mikrofonem, Alan usiadł na stołku.
- Hej! Jestem Nicole, a to mój brat Alan. Dzisiaj dla was zagramy! Pierwszą piosenką jaką zagramy będzie „U Got It Bad” od Justina Biebera! – mówiąc te słowa, Alan zaczął już grać pierwszą piosenkę. Było dobrze, zaczęłam śpiewać, ludzie słuchali mnie, a ja nie chcąc stać w jednym miejscu zaczęłam chodzić po scenie i gestykulować ręką (taki odruch jak ma wiele gwiazd).
Piosenka skończyła się. Ludzie zaczęli bić brawo. Czułam się dumna. Ale jednak miałam jeszcze lekką tremę. Na następną piosenkę usiadłam na stołku obok brata. Alan chyba poczuł już luz, a przynajmniej tak wyglądał.. Po drugiej piosence Justina ludzie również klaskali. Następnie zapowiedziałam swoją piosenkę „My Best Friends” na do kawiarni weszli jacyś nowi ludzie.. A dokładniej trójka chłopaków. Nie przejęłam się tym i zaczęłam śpiewać swoją piosenkę. Wydaje mi się, że ludziom się bardzo spodobała bo zaczęli klaskać w rytm. Przez całą piosenkę się uśmiechałam z tego powodu. To było miłe.
- Ostatnią już dzisiaj piosenką, którą zaśpiewam… - mówiłam lekko zmęczona – będzie „Boy in the neighborhood”. Również mojego autorstwa. Alan.. – dokończyłam dając znak bratu, aby zaczął grać.
Czułam się dziwnie śpiewając tą piosenkę, bo zdałam sobie sprawę, że była o młodej dziewczynie, która kocha chłopaka z naprzeciwka. Chłopak nie jest zbytnio zainteresowany i czasem tylko razem piszą. Jednak kończy się miłością. Znany schemat piosenek miłosnych.
                Kiedy skończyłam ludzie wstali ze swoich miejsc. Bili brawo i bawet niektórzy gwizdali. Czułam się świetnie. Stres mnie puścił, bo to już koniec
- Dziękujemy wam ! Miłego wieczoru! – mówiąc to zeszliśmy za kulisy.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Rozdział 9. – „Love Me Like You Do”


                Próbowałam dodzwonić się do moich ukochaaanych przyjaciół. Niestety nie odbierali, no bo po cooo! Po moich długich staraniach dodzwonienia się… ODEBRALI ! 
- Rzeźnia słucham ? – znów usłyszałam głos Pawła.
- Paweł… - powiedziałam
- No cooooo ?
- Mam się bać co usłyszę następnym razem ?
- TAK !
- Okaaay ? Jesteś z resztą ziąąąków ? – spytałam.
- Raczej.. – odrzekł a ja w tle usłyszałam „ODDAJ TEN TELEFON”
- Kaśka ?
- Rucham ? TFUU! Słucham ? – zaśmiała się.
- Mam dla Ciebie.. w sumie dla was NEWSA.
- Dawaj, Dawaj, dawaaaj!
- No to tak.. Bieber był w moim domu… - zaczęłam
Reakcja dziewczyn: Iiiiiiiiiiii!  / Reakcja chłopaków: bosz..
- …Ale ja wtedy spałam – dokończyłam.
Reakcja dziewczyn: Łeeee / Reakcja chłopaków: hahah!
- To kto mu otworzył ? – Spytała Anka
- Alan. – odpowiedziałam.
- Przecież Alan go nienawi..
- Powiedział, że Bieber jest w porządku – przerwałam Robertowi. Chyba w tym momencie wszyscy padli trupem, bo nastała cisza. Powiedziałam więc, że kończę i że zadzwonię później.
                Szczerze nie wiedziałam już co robić, bo był wieczór. Weszłam na chwilę na Facebooka i znów miałam wiadomość od Justina. Szybko ją otworzyłam. Napisane z niej było: „Cieszę się, że jest okay. Kiedy napisałaś mi, że mieszkasz naprzeciwko chciałem przyjść się przywitać, ale tak wyszło, że spałaś (Tak bardzo słodko). Pogadałem chwilę z Twoim bratem i wydaje mi się bardzo w porządku. Mam nadzieję, że uda nam się zobaczyć. Love ya. Justin.”
Czytałam tą wiadomość ponad 15 razy i nie mogłam się naczytać. Czym prędzej mu odpisałam i przy okazji spytałam jak mu idzie kręcenie teledysku i do jakiej piosenki ją kręci. Momentalnie zakręciło mi się w głowie z samego faktu, że z nim piszę i że był tutaj, w moim domu.  Mimo zawrotu głowy i tego, że żadnego z moich znajomych nie było.. nie wyszłam z Facebooka. I słusznie zrobiłam.
Justin odpisał mi: „Kręcę teledysk do ‘Die In your arms’ ale to dopiero początki. Jeszcze nawet nie wiem, jaka dziewczyna będzie tam grała. PS. Myślę, że okna przez które widzę fioletową ścianę są Twoje, więc wyjrzyj przez nie! <3” Bez chwili namysłu otworzyłam okno, przez które było widać dom Biebera. Patrzyłam się na dom, ale nic nie zauważyłam, chciałam już zamknął okno, gdy nagle spojrzałam w dół. Na ulicy było napisane sprayem „Witam i życzę powodzenia Nicole! ~ Love ya. Justin”. To było słodkie. Zamknęłam okno i położyłam się na łóżko. Była dopiero 10.00pm, ale po odpisaniu Justinowi „To słodkie, dziękuję. Też Cię kocham.” Zamknęłam laptopa, poszłam wziąć prysznic po czym od razu położyłam się spać. Zasnęłam szybko, w gruncie rzeczy nigdy nie wiadomo, co może zdarzyć się jutro.

czwartek, 22 listopada 2012

Rozdział 8. – „Love me”


                Przyszłam do pokoju mojego brata i usiadłam na łóżko. 
- No ? Co takiego chciałeś mi powiedzieć ? – spytałam.
- Ammm… Słyszałaś że dzwonił dzwonek do drzwi ? Tak ? – powiedział zapalając papierosa.
- Tak..  I co z tego ?
- Więc… Powinnaś żałować, że jesteś takim leniem i nie zeszłaś. – oznajmił, zaciągając się.
- Nie leniem.. Ja odpoczywam przed.. amm… jeszcze nie wiem.. mów dalej.
- No wiesz… w sumie nie sądziłem, że ziąą, na którego jeszcze rok temu mówiłem „BABA” okaże się spoko.. – powiedział wypuszczając dym.
- Alan… Co masz na myśli ?
- To, że.. Bieber był u nas w domu.
- Jasne.. Nie nabierzesz mnie.. Aż taka naiwna to ja nie jestem. – rzekłam.
- Wiedziałem, że mi nie uwierzysz, dlatego też zrobiłem z nim sobie zdjęcie U NAS W SALONIE – mówiąc to wyciągnął swojego iPhone’a i pokazał mi zdjęcie. Zamarłam. Myślałam, że to jeszcze mój sen, że zaraz się obudzę i będzie okay.. Ale jakoś nie mogłam się obudzić.. To była prawda.. Najprawdziwsza.
- Nicole.. Siostra.. SIOSTRA ŻYJESZ..? – mówił Alan i szarpał mnie, ale ja nie reagowałam. Po chwili wybuchnęłam:
- ZABIJĘ CIĘ ! DLACZEGO MNIE NIE OBUDZIŁEŚ ?!
- Spokojnie. Ale Bieber przyszedł tu pytać o CIEBIE.
-  NO TO TYM BARDZIEJ ! Mów, co pytał.. – uspokoiłam się chwilowo.
- Pytał gdzie jesteś, jak to się się stało że tu przyjechaliśmy i jak się dogadujesz ze Scottem. Spokojnie. Wszystko mu opowiedziałem.. A, no i…  jeszcze jedno. – przerwał Alan by znów mocniej się zaciągnąć.
- Co takiego ?
- On bardzo chciał zobaczyć jak wyglądasz.. A ja nie miałem ani jednego Twojego zdjęcia. – mówiąc to wypuścił dym z płuc, który powoli ogarniał pokój.
- Alan ?
- I wpuściłem go na chwilę do Twojego pokoju jak spałaś. – rzekł i przygasił papierosa.
- No teraz to dowaliłeś sucharem – rzekłam sarkastycznie.
- Serio mówię..
- Tak, pewnie, oczywiście.
W tym samym momencie Alan przesunął palcem po ekranie pokazując moje zdjęcie jak śpię z Juju, który stoi nade mną.
- No nie… No po prostu no nie.. BOŻE CZY TY TO WIDZISZ ?! – mówiłam podchodząc do okna by je otworzyć, bo w całym pokoju śmierdziało.
- Spokojnie.. Powiedział, że słodko wyglądasz..
- Nienawidzę Cię. – powiedziałam.
- Czemu ?
- Boo.. nie wiem.
- Właśnie.. Też Cię kocham!
- Tak, tak, tak.. A Justin gdzie poszedł ? – spytałam.
- Na próbę teledysku.
- Mhmm… - mruknęłam – Dobra idę na zadzwonić do przyjaciół.. Wiesz gdzie mnie szukać.
- Pewnie siostra – powiedział Alan, a ja jeszcze w szoku wyszłam z jego pokoju. 

wtorek, 20 listopada 2012

Rozdział 7 – „Stuck in the moment”


                Rano rodzice obudzili mnie o 07:00 mówiąc, ze jadą zwiedzać okolicę i pytali, czy jadę z nimi. Odmówiłam i poszłam spać dalej. O godzinie 08:30 obudził mnie telefon. Leń Alan zadzwonił z pokoju obok, że ktoś puka do drzwi, a jemu nie chce się wstać. Wstałam rozczochrana w pidżamie, myśląc, że to sąsiedzi – nie myliłam się. Powitali mnie jakimś ciastem i niezidentyfikowanym mięsem. Podziękowałam za jedzenie i zamknęłam drzwi. Nie byłam w nastroju, żeby gościć obcych ludzi bez rodziców. 
- ALAAAAAAAAAAAAN ! – Krzyknęłam.
- Cooo ? – usłyszałam.
- Mam dla Ciebie ciasto!
- Jakie ?
- Szarlotkę iii…. Z budyniem i truskawkami – odrzekłam. Po czym usłyszałam tylko trzask drzwiami i po paru sekundach zobaczyłam swojego brata w bokserkach biegnącego po ciasto. Jedną z tych rzeczy, która łączy mnie i brata jest miłość do ciasta z budyniem i truskawkami.
                Poszłam na górę się ubrać i ogarnąć. Włączyłam radio i usłyszałam swoją piosenkę.
Świetnie – pomyślałam – rozkręcamy tę imprezę! O 10:00 wzięłam klucze od domu i poszłam ogarnąć z bratem gdzie plus minus mieszkamy. Okolica nawet, nawet. Niedaleko do przystanku, w sumie wszędzie mam jako tako blisko. Wszystko było okay, tylko był jeden minus. Nikogo nie znałam, a nie mam na tyle odwagi, żeby podejść do kogoś i tak od razu zapoznać. Poszliśmy z powrotem do domu.
Jak zwykle z resztą nie odbyło się bez niespodzianek…  W drodze powrotnej, pisząc  SMS - wpadłam na jakiegoś kolesia.  Był chyba w wieku mojego brata.. Dziwnie się na mnie popatrzył. Ja na niego z resztą też. Powiedziałam „Sorry”  i poszłam dalej. A mój brat stwierdził, że jestem łamagą.
                W domu nie miałam co robić, więc weszłam na Facebooka. No cóż… Odwiedzam go jakoś 100 razy na dzień. Jak zwykle… pozaczepiałam ludzi, po odpowiadałam na posty znajomych, ale nagle patrzę i mam wiadomość.  Myślałam, że to kolejny znajomy z pytaniem: „Jak w Ameryce ?”. Ale nie…
Sama nie wierzyłam… To był Bieber. Powoli czytałam wiadomość, w której pisało między innymi, że słyszał moją piosenkę, pytał jak się czuję i gdzie mieszkam. Szybko odpisałam mu, że wszystko okay, że jestem fanką i mieszkam naprzeciwko niego,  a przynajmniej tak mi się wydaje. Zamknęłam laptopa i położyłam się na łóżku. Patrzałam przez chwilę w sufit.
„Ciekawe co on teraz robi.” – pomyślałam. Po czym niemalże usnęłam. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi, ale nie zeszłam na dół, bo usłyszałam również, jak mój brat otwiera drzwi. Jednak moja ciekawość pt.:  „Kto przyszedł ?!” była silniejsza od zmęczenia. Słyszałam jak Alan gada z jakimś chłopakiem, siedziałam na górze schodów, ale nie chciało mi się schodzić. Chłopak miał przyjemny głos, a mój brat, jak to mój brat gadał żując jeszcze ciasto z budyniem… Słyszałam tylko kawałek rozmowy i z tego co zrozumiałam:
- Hay – przywitał się chłopak
- H… Hej. – mówił mój brat jedząc ciasto.
- Jest Nicole ?
- Jest, ale chyba śpi.
- A Ty jesteś… ? – zawahał się chłopak.
- Jej bratem. Alan.
- Dobrze. Nie wiedziałem, że ma brata.
Po chwili słyszałam tylko jakieś szepty, chyba Alan nie chciał mnie obudzić i wszedł z nim do salonu. Trudno. Poszłam do pokoju. Włożyłam słuchawki w uszy i zasnęłam, mimo, że było już popołudnie.
Koło 5.00pm obudziły mnie krzyki brata.
- NICOLE ! NICOOOOOOOOOOOOOOLE! Ej, wstań, teraz, już, natychmiast !
- Coo ? – nie wiedziałam co się dzieje.
- Opowiem Ci coś, ale nie dostań zawału i nie zabijaj mnie.
- Ok ? – jeszcze bardziej nie ogarniałam co się dzieje.
- Dobra, przyjdź za 10 min do mojego pokoju. Rodzice są już na dole jakby co…
- Dobra. Ogarnę, że żyję i przyjdę – powiedziałam, a Alan wyszedł z mojego pokoju. 

poniedziałek, 19 listopada 2012

Rozdział 6 – „Omaha MALL”

Wiem, krótki i trochę mnie tu nie było..
Ale to dlatego, że mądra Nicole wpisywała zły e-mail i bulwersowała się, że to u nich jest błąd >,<
No cóż.. miłego czytania <3
____________________________________

                Nie miałam pojęcia, że nagrywanie i pisanie(Czyli to co lubię) po kilku godzinach staje się koszmarem. Nie wiedziałam, że kiedykolwiek będę się tak cieszyć z WYJŚCIA ze studia. No bo powiedzmy, że nagrywać zaczęłam około 09:00am, a teraz jest 2.00pm… Czyli w studiu siedziałam ok. 5 godzin, trochę to jest ? Nie ? Tak czy siak, miałam dosyć! Nie dziwię się, że gwiazdy się buntują. Ja jestem niecały dzień w karierze + nikt mnie jeszcze nie zna. 
                Pojechałam do mieszkania, wzięłam walizki, a Scooter przyjechał po nas, zabrać nas na lotnisko. Mieliśmy w końcu mieszkać w Atlancie. Czemu ? Nie wiem. Ale to szczegół… 
                O 16:00 byliśmy już na osiedlu, w którym miałam mieszkać. Podjechaliśmy pod adres Biebera, ale domy koło niego były już zamieszkane. Odwróciłam się. Tak o około 180O i zobaczyłam, że dosłownie na przeciwko jego domu (ponoć), jest duży dom na sprzedaż! Myślałam, że padnę z radości!
- Chcę ten dooom! – krzyknęłam pokazując palcem na jeden z większych domów. Pomalowany był na lekki fiolet z czarnym dachem.
- Dlaczego akurat ten ? – spytała mama.
- Ummm… Nie pytaj ;D – uśmiechnęłam się.
- Ale Nicole. Nie stać nas na taki duży… OGROMNY DOM. – odezwał się Filip.
- Mnie tam pasuje – wtrącił Alan.
- Spoko! Ja stawiam – powiedział Scott jakby chodziło o jakieś piwo.
- Ale przecież to masa kasy!
- Oj młoda… Kiedyś mi oddasz. Jak tylko się wybijesz. – zaśmiał się Scott.
- Dobra.. Jaaaak chcesz.
                Zadzwoniliśmy pod dany numer. Chętnie sprzedano nam domek. Scooter zapłacił za niego około 1,5mln dolarów. Nie wliczając w to pół miliona za meble i wyposażenie.
- O Jezuuu… Kiedy ja Ci to oddam. – załamałam się.
- W krótce! Zobaczysz!
                Rozpakowałam się i zadzwoniłam do moich kochanych zjebów. Jak zwykle nie odbierali. No…  W końcu to oni. Nigdy nie odbierają za pierwszym razem… :3
- Hej.. Która godzina..? - spytałam
- No hej… 7 rano – wybełkotała zaspana jeszcze Kaśka.
- Ojojojjj… Ale trafiłam !
- No.. Nie to, żebym Cię obudziła..
- Wcale.. Ale okay, skoro nie śpię, to.. MIESZKASZ KOŁO BIEBERA ?!
- Nieeee… - powiedziałam smutno.
- Jak to ? – spytała Kaśka.
- Nie było domów… Obok niego..
- To gdzie mieszkasz..? – zaciekawiła się.
- Naprzeciwko Biebera.
- Bożee… JAKI MÓZG! Dobra, kończę.. Przekażę potem wszystko Ance.
- Okay. Kocham, paa! – rozłączyłam się.
                Szybko rozpakowałam się i walnęłam się na wodne łóżko.
To jest życie! – pomyślałam. – Ciekawe co będzie dalej..? Do głowy zaczęły mi przychodzić przeróżne myśli. Po rozmyślaniu – zasnęłam.

piątek, 9 listopada 2012

Rozdział 5 – „Never Say Never”


                Przez chwilę moi kochani nie odbierali. Myślałam, że już się rozeszli, że poszli do domów, a pojedynczo nie chce im się gadać. Ale skąd…
- Zakład pogrzebowy „Czy to już ?” , słucham ? – odebrał Paweł.
- Ummm… Tak to już. Umieram z tęsknoty. – powiedziałam śmiejąc się do telefonu.
- Oj Paweeeeł. – usłyszałam głos Kaśki. – Ty to masz pomysły.
- Tak. Pomysłowy Paweł  - zachichotałam.
- Opowiadaj! Jak ze Scooter’em ?
- A dobrze. Jutro lecę do Atlanty. Już nie mogę się doczekać !
- A to nie tam mieszka Bimber ? – spytał Robert. Po chwili usłyszałam „Ała! Za co ?!” Czuli Anka i Kaśka go jebnęły.
- Ej, nie bijcie go. Jak go nie lubi to jeeeego sprawa! Haha.
- Dobra. Hah ;p A wiesz dokładnie będziesz mieszkać ? – spytała Kaśś.
- No tak. – powiedziałam patrząc na kartkę z adresem Justina. – Obok Biebera, to znaczy mam taki zamiar. Haha.
- Uuu… Zaprosisz nas, prawda ? – Zaśmiały się dziewczyny.
- Nas też możesz – powiedzieli złowieszczo chłopaki.
- O nie chłopcy.!
- Ale wiesz, że my Cię tak baaaaaaaardzo…  - nie dokończył Paweł.
- Och cicho już bądźcie – uciszyłam ich.
- Zadzwoń jutro w południe, albo wieczorem – powiedziała Kaśka.
- Spoko. ;D To paa ;D – rozłączyłam się i poszłam spać.
                Rano obudził mnie telefon. To Scott. Powiedział, że o 08:00 mam być w studiu. Świetnie -.- ! Przecież 08:00 to środek nocy! No ale cóż zrobić. Ubrałam się, zjadałam i wraz z matką i bratem pojechałam do studia. Oczywiście moja kochana rodzicielka zgubiła dobrą drogę i przyjazd nieco się opóźnił.
Kiedy już dojechałyśmy bałam się wejść do środka. Wzięłam głęboki wdech, brat chwycił mnie pod ramię i powolnym krokiem ruszyliśmy w stronę studia.
- No Nicole! Alan! Wreszcie! – powitał mnie w drzwiach Scooter.
- Sorry Scott. Moja mama zgubiła drogę do studia.
- Dobra, dobra. Chodź szybko!  Śpieszymy się! – powiedział mój menager ciągnąc mnie szybko.
W końcu ukazała mi się moja pierwsza sala nagrań. Przed nią siedział jakiś ziomek, a za nim stał inny ziomek. Scooter mówił mi kto to ten na krześle, ale zapomniałam. W każdym bądź razie to Steve. A ten gościu co stał, ma osądzić czy się nadaje. To mnie zestresowało. Mogłabym równie dobrze tego nie wiedzieć!
- Które z was śpiewa ? – zapytał gościu w garniaku.
- Amm… Ja. – odezwałam się.
- A Ty – pokazał na mojego brata – umiesz coś ?
- Gram trochę na gitarze, bębnach i pianinie. – odrzekł.
- Dobrze ! Dzisiaj zrobisz podkład swojej dziewczynie.
- To moja siostra! – oburzył się.
- Nie ważne. Lećcie już.
                Zaczęłam śpiewać piosenkę, którą napisałam dla moich przyjaciół kilka dni przed wyjazdem. Dałam jej tytuł „My Best Friends”. Ten ‘krytyk’ przerwał mi w połowie.
- O co chodzi ? – spytałam.
- Czyja to piosenka ?
- Moja – odpowiedziałam bez wahania.
- Czyli piszesz teksty ? – nie wierzył.
- No tak. Czasami. Jeśli mam o czym – rzekłam.
- Świetnie! Jesteś świetna! Ty młody też !  Zaraz zaczniemy nagrywać to co napisałaś i pisać nowe!
Pomyślałam: „O niee… I to ma być zabawa ? ;x”

poniedziałek, 5 listopada 2012

Rozdział 4 – „Pick Me”


                Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Będę miała tego samego menagera co Bieber ? to jakoś trochę nie możliwe. Strzeliłam sobie w twarz z liścia, ale się nie obudziłam…Czyli… To dzieje się naprawdę! Podniosłam się z krzesła i przywitałam ze Scooter’em.
- Dzień dobry panie Scooter. -  rzekłam.
-  Hej. Mów mi Scott. Hej Scott, albo coś w tym stylu – powiedział z uśmiechem na ustach.
- Oh… Okay Scott.
- I tak ma być. Jak mówisz Panie, to czuję się staro – oznajmił uśmiechając się.
- Yoo Scott ! – walnął mój brat.
- Hej młody ! Zgaduję, że jesteś bratem Nicole ? – odpowiedział Scott.
- Boże.. Aż tak to widać ?  Jestem Alan.
- Hahah. Oj Alan… - zaśmiał się. – A Państwo to.. rodzice Nicole, tak ?
- Tak – powiedziała mama ale szturchnęłam ją w ramię. – To znaczy, ja jestem jej mamą, a to Filip ojczym  Nicole i Alana.
- A ich prawdziwy ojciec ? –zapytał z ciekawością Scott.
- Rozwiedliśmy się. – powiedziała spokojnie.
- Ahaaa. Dobrze, nie będę już pytał. Usiądźmy i porozmawiajmy.
                Usiedliśmy z powrotem do stolika. Scooter zaczął omawiać pewne rzeczy związane z tym co będę teraz robić, aby dojść na szczyt, oczywiście nie zaniedbując nauki. Szczerze powiedziawszy, to średnio podobały mi się plany. Piosenki, teledyski, radio, nauka ? Może jeszcze frytki do tego. Nie mogłam wytrzymać już tego długiego gadania. Jedyne co mnie ciekawiło to…
- Jesteś też menagerem Biebera, prawda ? – spytałam ni z tego ni z owego, a mój brat popatrzał się na mnie jak na czystego debila i zapalił fajkę.
- No tak.
- To mam dwa pytania do Ciebie…
- To wal śmiało – powiedział wesoło.
- 1 – jak masz zamiar dać sobie radę ? Bo widziałam w programach itd. Że jesteś ciągle z Justinem, więc ?
- Hmmm… Masz racje, byłem ciągle przy nim, ale teraz to już stary koń, jeśli wiesz co mam na myśli. Da sobie radę, beze mnie. Ma wyznaczony plan.
- Ale wiesz, że on lubi łamać reguły i niszczyć plany, a poza tym robić kawały wszystkim ?
- Masz rację. Skąd tyle wiesz…
- Belieberka . No ii.. ja tu jestem od zadawania pytań! – powiedziałam ;p
- Okay, jakie jest to drugie pytanie ?
- 2 – Czy… Ja kiedyś się z nim spotkam ? – spytałam grzecznie.
- Nie wiem. To bardzo mało prawdopodobne. Mimo, że będziecie mieli jednego menagera, nie będziecie się spotykać. Może raz, czy dwa. Z resztą teraz jeszcze końcówka tej ustawki z Seleną.
- AHA! Czyli to była ustawka! Wiedziałam. – powiedziałam dumnie.
- Tak, była. Ale się skończyła. Ty też będziesz w takich ustawkach.
- no super.. – mruknęłam.
- nie będzie źle siora. Silna jesteś – dodał na koniec mój brat przygaszając papierosa.
                Przez resztę „pogadanki” siedziałam już cicho lekko naburmuszona. Może nie cały czas, bo gdy Scott powiedział, że mamy mieć dom w ATLANCIE, prawie podskoczyłam z radości. Teraz tylko misja, gdzie mieszka Bieber i już. Domek koło niego. Pytałam Scootera o jego adres. Dał mi, tylko żebym mu głowy nie zawracała i nikomu nie dawała, bo już po mnie. Mój brat nie był zbyt zadowolony, że chcę mieszkać koło Biebera do czasu kiedy nie dowiedział się, że na tej samej ulicy mieszkają też modelki.
                Co do adresu.. Mnie nie trzeba dwa razy powtarzać... Misja zakończona. Juto wylatujemy do Atlanty. A dzisiaj nocujemy w Hotelu. Świetnie ;/ . Mam nadzieję, że to będzie krótka noc. Jeszcze zanim zasnęłam, zadzwoniłam do przyjaciół… W Końcu obiecałam.

niedziela, 4 listopada 2012

Rozdział 3 – „Be Alright”


                Wyglądałam przez to okno dość długo. Nagle przypomniało mi się, że niedawno kupiłam tanią kamerę, mogę wszystko nagrać! Wyciągnęłam kamerę z torby i przystawiłam ją do okna. Myślałam, że nic nie będzie widać, a jednak! Wszystko było widoczne jak na dłoni. Ten „wielki, wielki świat, w którym tak łatwo można się zgubić”. Kiedy skończyłam nagrywać, przewinęłam do początku. Zobaczyłam nagranie ze swoich urodzin. Nasze głupawki. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy. 
Odłożyłam moją cam. Z powrotem włączyłam muzykę i zasnęłam.
                Obudziły mnie krzyki mamy: „ZAPNIJ PASY! LĄDUJEMY!”. Szybko je zapięłam. Nim się obejrzałam byliśmy na miejscu. Przespałam kilka… naście godzin. Lista muzyki przeleciała 4 razy.
Wysiadłam i zanim nawet zdążyłam wyciągnąć bagaże, zderzyłam się z jakąś dziewczyną.
- Umm… I’m sorry. – powiedziałam jąkając się. Ona popatrzyła się na mnie jak na wyrzutka i poszła dalej. Czy wszystkie Amerykanki są tak wredne ? Mam nadzieję, że nie.
- Halo ? – odebrałam dzwoniący telefon.
- Heeeeeej! – krzyknęła czwórka przyjaciół.
- O hej! Tęsknię za wami! – powiedziałam.
- My też. Doleciałaś ? Jak lot ? długo już tam jesteś ? mili ludzie ? Gdzie macnie mieszkać ?   Poznałaś już tego Scootera ? – przekrzykiwali się jeden przez drugiego.
- Ej, ej, ej! Spokojnie! Nie wszyscy naraz!
- Ej, ej, ej, ej, ej, ej let’s go! Me + you! I’m a tell you ONE TIME! Me + You! One time! I’m tell you One Time! One Time! – zaczęły żartować dziewczyny.
-  Dobra, haha. Koniec Śpiewania laski ! – zaśmiałam się. – Dopiero wylądowałam. Zadzwonię do was wieczorem i wszystko wam opowiem. A tak nawiasem, to która u was godzina ?
- Okay! Będziemy wszyscy czekać z niecierpliwością! U nas jest po 18.  A u Ciebie ?
- Boże.. u mnie 9 rano..  Muszę kończyć! – powiedziałam.
- okok! Paaa – rozłączyli się.
                Wzięłam swoje bagaże i poszłam na parking.
- Mamo, gdzie nasze auto ? – zapytałam.
- Scott już wysłał nam limuzynę – powiedziała.
- Uhuhu! Żebym ja się nie przyzwyczaiła do takich luksusów! – zaśmiałam się.
- No, no! – mówiła. – Pamiętaj, że możemy tu zostać.
- I to mnie właśnie martwi – mruknęłam pod nosem.
- Co mówiłaś ?
- Nie nic, mamo.
                Podjechała limuzyna i zawiozła nas do centrum Los Angeles. Właściwie to do jakiejś restauracji. Dobrze, że chodziłam na te lekcje z rozszerzonym angielskim razem z matką. Filip pochodzi z Anglii więc nie mamy problemu z dogadaniem się. Tylko, że przez ten nasz angielski, mamy o wiele mniej kasy.
                Gościu z limuzyny. Czyli… Szofer powiedział nam, że jest na każde nasze wezwanie, bo Scott mu zapłacił. Fajnie! Mam szofera! Uhuhuh !
                Weszliśmy do środka restauracji, jednak nigdzie nie widzieliśmy nikogo, kto by wyglądał choć trochę jak Scooter Brown. Cóż… Usiedliśmy przy jednym ze stolików. Nagle do restauracji jak burza wparował Scott, tłumacząc nam, że spóźnił się bo przedłużyło mu się nagrywanie piosenek Biebera w studiu…

sobota, 3 listopada 2012

Rozdział 2 – „Up”


               Praktycznie jechaliśmy 2 godziny na lotnisko we Wrocławiu. Cały czas rozmawialiśmy na różne tematy. Nagle padł temat o miłości i proszę… ilu nowych rzeczy można się dowiedzieć. Okazało się, że Robert jednak coś czuje do Kaśki, z wzajemnością.  I już mamy jedną parę! 
Co więcej Robb wiedział (całkiem przypadkowo xD), że Krystian jest zakochany w Ance.
- Naprawdę ? – poderwała się Anka gdy to usłyszała.
- No tak. To znaczy… Tak mi powiedział, nie Paweł ? – upewnił się.
- No coś mówił o jakiejś Ance z 2c. Szczerze mówiąc jeśli chodzi o miłość to trochę wyłącza mi się słuch. – powiedział.
- Jasne, Jasne – szturchnęła go Kasia.
- No co ? – udawał, że nie wie o co chodzi.
- No dobra mądralo… - mówiła Kaśka – To kogo TY kochasz ? My już powiedzieliśmy…
- Ja ? jaa… Ummm… Nikogo.
- Nie kłam! Musi być ktoś kto ci się chociaż podoba. – drążyła Anka.
- Bo może i jest. – spojrzał lekko w moją stronę. – Ale to już zostawię dla siebie.
- A ty Nicole ? – zapytał Robert.
- Ja też zostawię to dla siebie. – Spojrzałam na Pawła, który się uśmiechnął.
- P-a-aw-w-e-ł – udawał, że kaszle mój brat.
- ALAN ! – krzyknęłam.
- Tak ? – zapytał z uśmiechem
- Bo zostawię Cię na lotnisku !
                I właśnie w tym momencie dojechaliśmy. Można powiedzieć, że przez pół godziny drążyliśmy tematy o miłości... No tak.. Ale przecież ja nic nie powiem!
                Samolot już czekał. Rodzice wzięli bagaże i poszli w jego stronę. Nagle coś złapało mnie za serce, coś… że ja wcale nie chcę wyjeżdżać. Chcę tą czwórkę zabrać ze sobą! Bez nich nie chciałam lecieć. To moje kochane zjeby, które też się kochają. To znaczy.. No! Łzy napłynęły mi do oczu.
- Ja nie chcę lecieć bez was! – wydarłam się.
- A my nie chcemy, żebyś ty leciała – powiedziała Anka.
- No, będziemy za tobą tęsknić. – powiedziała Kaśka.
- Bardzo tęsknić. – dokończyły razem.
- Weź pisz do nas – rzekł Robert.
- Też będę tęsknić! – mówiłam – I obiecuję, że napiszę! Jak nie napiszę, to możecie przylecieć i mnie strzelić w pysk.
- Dobra! – podjął Robert, ale Kasia go szturchnęła.
 Paweł nie odzywał się w tym momencie. Nie dziwię się. Rozmawialiśmy ze sobą tylko kilka razy. Nadeszła całkowita pora pożegnania… Przytuliłam po kolei: Roberta, Ankę i Kaśkę.. Przy Pawle zawahałam się.. Stanęłam i chciałam podać mu rękę, wtem on mnie przytulił… Możecie sobie tylko wyobrazić, jak wielki uśmiech miałam na twarzy.
Uściskaliśmy się i musiałam biec do samolotu, w drodze krzycząc „Nie zapomnijcie o mnie!”.
Zatrzymałam się jeszcze przed samolotem i pomachałam. Rodzice pospieszyli mnie, żebym wsiadała. Weszłam do środka. Jeszcze nie ruszyliśmy, a już tęskniłam. Wyjrzałam przez okno. Moi kochani wsiadali już do limuzyny, smutno oglądając się za sobą. Szybko wysłałam im SMS-y o treści: „Już tęsknię. Odpisujcie na listy. Obiecuję, że będę wam pisała e-maile, co się dzieje. Bawcie się dobrze.” Zaraz po tym dostałam jednego SMS-a od wszystkich: „Też tęsknimy. Będziemy odpisywać! Ale wiesz… Bez Ciebie zabawa już taka dobra nie będzie :(”. Zachowam tego SMS-a do końca życia! Chwilę później jak przeczytałam stewardessa powiedziała, żebym wyłączyła telefon. Tak też zrobiłam.
                Wylecieliśmy, a ja od razu założyłam słuchawki na uszy. Zaczęła lecieć piosenka UP od Biebera. Wyjrzałam przez okno i tak serio zaczęłam się zastanawiać, jak mój świat się zmieni, co się stanie, jak będę żyła i czy kiedyś wrócę do Polski ? Świat jest serio wielki. Teraz to wszystko zobaczyłam… 

piątek, 2 listopada 2012

Rozdział 1 – „Bigger”


                Około godziny 10:00 przyszła do mnie Kaśka, chciała pomóc mi się spakować, jednak ją wyprzedziłam i spakowałam się wcześniej. Do tego umyłam głowę i zjadłam śniadanie ;D
- Kiedy wracasz ? – zapytała Kaśś.
- Nie wiem, czy w ogóle będę wracać – powiedziałam smutno.
- Jak to ? Zostawisz nas wszystkich ? – spytała.
- Wiesz jaki jest show-biznes. – rzekłam – Jesteś ciągle na miejscu, nie licząc tras. Co prawda, nie łudzę się nawet, że zajdę tak mega wysoko. Pewnie wrócę i wszystko będzie jak dawniej – uśmiechnęłam się.
- Ale wiesz… Pewien pan będzie bardzo za tobą tęsknił. – powiedziała Kaśka.
- Kto taki ?  - zapytałam, ale nie otrzymałam odpowiedzi, bo zadzwonił mój telefon. Ledwo zdążyłam go odebrać, bo okazało się, że rzuciłam go na dno toby. Świetnie, umiem się organizować jak nikt. ;/
Jestem geniuszem! Wsadzić najpotrzebniejszą rzecz, na samo dno.
- Halo ? – włączyłam głośnomówiący.
- Hej Nicole. Wiem, że może nie masz czasu, ale nie będziesz dziś przypadkiem wychodzić ?
- Będę, ale kto mówi ? – nie poznałam głosu.
- Tu Paweł, wyjdziesz ? – zapytał.
- Tak się składa, że będę wychodziła z Alanem i Kasią. Pożegnać wszystkich. Alan Ci nie powiedział ?
- Coś mruczał.. Mogę dołączyć ? – zapytał.
- Pewnie, nie ma problemu, jeśli chcesz. Ale będzie też Robert. – rzekłam
- Dobra, o której ?
- Jakoś o 13:00 będziemy wychodzić. – powiedziałam i poczułam, że się czerwienię.
- Okay. Będę 13:10 koło parku. – rozłączył się.
                Zanim zdążyłyśmy cokolwiek zrobić, musiałyśmy wychodzić, chłopaki już na nas czekali. Poszliśmy w stronę domu Anki. Na nasze szczęście nie mieszkała daleko. Zapukaliśmy do jej drzwi. Otworzyła.
- Hej! Przyszłam się pożegnać. – powiedziałam.
- OMG. Nie mogę uwierzyć, że wyjeżdżasz. – rzekła. – O siema! – krzyknęła gdy zobaczyła Kasię i chłopaków.
- Hej, hej – przywitali się.
- Może chcesz iść się żegnać z nami ? – zapytałam.
- Jasne – oznajmiła biorąc kurtkę. – Maamoooo! Wychodzę! – krzyknęła w drzwiach.
                Przeszliśmy prze pół miasta, gadając i żegnając się ze wszystkimi znajomymi, których lubimy i szanujemy.  Zanim się spostrzegliśmy była 17:00. Miałam jeszcze trochę czasu do przyjazdu limuzyny. Poszliśmy więc na miasto. Kupić jakieś picie czy lody. Bawiliśmy się świetnie. Nagle zadzwonił mój telefon. To Filip.
- Nicole! Gdzie ty się podziewasz ?! Limuzyna będzie za 15 minut!
- O kurde! Zapomniałam, już lecę!  - pobiegłam do domu, razem ze znajomymi. Kiedy dobiegłam zostało mi 5 min do przyjazdu. Filip zaproponował, żeby pojechali ze mną, a limuzyna potem odwiezie ich tutaj.  Ucieszyła mnie ta wiadomość, kiedy auto podjechało cała nasza piątka (wraz z rodzicami z przodu) wpakowała się do limuzyny. Odjechaliśmy…
_______________________________________
Pierwszy rozdział.. Jak wam się podoba ?
Mile widziane komentarze <3

czwartek, 1 listopada 2012

Prolog.


                Szczerze mówiąc nie wiedziałam, że tak to się skończy… Wczoraj byłam zwykłą szarą nastolatką, nie wyróżniającą się niczym. Wręcz przeciwnie, zawsze wmieszałam się w tłum. Byłam jedną z wielu… Z bardzo wielu. Nie miałam chłopaka, tylko kilka przyjaciółek, a dziś ? Dziś wieczorem przyjedzie po mnie limuzyna, zabrać mnie do Los Angeles. Jak to się stało ? – zapytacie. Powiem wam, że to dość ciekawa historia, która zaczęła się dość niewinnie.
                Moi rodzice się rozwiedli, gdy miałam 5 lat. Mój brat Alan miał wtedy niecałe 9. Strasznie płakałam za tatą, mimo że często się z nim spotykałam. Mój brat w wieku 13 lat zaczął przez to palić. Tata ułożył sobie życie, teraz mamy dwie matki. Od strony ojca mamy dwie młodsze siostry. Ja ich nie lubię, zawsze się drą i przemądrzają – w końcu to bliźniaczki. Moja mama ma na razie narzeczonego, nawet go lubię. Mówię na  niego Filip, bo nigdy nie nazwę go ojcem.
                Ale wracając do tematu, byłam tak smutna rozstaniem, że zaczęłam śpiewać smutne piosenki, w szafie mamy znalazłam gitarę, a Alan pomógł mi się nauczyć grać. Kiedy tylko było mi smutno, grałam i śpiewałam, trochę mi się polepszało. Kiedy miałam 12 lat, przeprowadziliśmy się do innego miasta. Tam poznałam moją najlepszą przyjaciółkę – Kasię. Oczywiście, mam też kilka innych przyjaciółek np. Anię. Ale z Kasią znam się najdłużej. Alan za to zadaje się z chłopakiem, który mi się podoba, ale… wstydzę się z nim normalnie gadać. Pewnego dnia, Kaśka zaczęła mnie namawiać do wrzucenia filmików na YT. Po długim namawianiu wrzuciłam najpierw pierwszy, potem drugi, trzeci itd. Ludziom zaczęło się to podobać – cieszyłam się. W końcu to już jakieś osiągnięcie..
W Internecie miesiąc później znalazł mnie nie jaki Scooter Brown. Moja mama bardzo chętnie zgodziła się na krótki wyjazd do USA. Zawsze chciała tam pojechać. Trochę jak historia Biebera – powiecie. Ale ja wam powiem, że to jest zupełnie pokręcone i zupełnie inne. Ta moja historia nauczyła mnie jednej rzeczy: Nie ważne ile razy upadniesz, ważne jak się podniesiesz.. „Never Give Up”.

Postacie

Nicole Black
16 lat. Jej pasją jest śpiew. Bardzo lubi też grać w koszykówkę. 
Razem z Rodziną wyprowadza się do USA.
Jest Belieberką. Opowiada swoją historię w pierwszej osobie.























Alan Black.
Brat Nicole. Ma 19 lat.
Lubi ją denerwować, ale w gruncie rzeczy oddałby za nią życie.





















Justin Bieber
Ma 19 lat.Jedna z najpopularniejszych gwiazd Pop.
Razem z Nicole (i Alanem) mają wspólnego menagera Scotta.





















Scooter Braun
Menager Justina, potem też Nicole.





















Mama Basia i ojczym Filip Nicole














Kasia(16l) i Anka(15l)
Przyjaciółki Nicole.















Paweł(16l)  i Robert (16l)
Znajomi trzech przyjaciółek.