wtorek, 27 listopada 2012

Rozdział 10 – „Believe”


                Coś czuję, że nigdy się nie wyśpię. O 8.00am zostałam obudzona telefonem od Scootera, że jadę na mini koncert do kawiarni, dziś o 4.00pm. Nie mam bladego pojęcia dlaczego obudził mnie tak wcześnie, ale czułam, że już nie zasnę, więc postanowiłam to wykorzystać i zrobić kawał bratu. 
Nie chciałam być jakaś mega wredna, więc po prostu wzięłam moją szminkę, trochę tuszu do rzęs i pastę do zębów. Wyglądał uroczo, kiedy go pomalowałam a pastą wysmarowałam jego ręce.
Niestety gdy wychodziłam, on nagle otworzył oczy i jedyne co mi zostało to… ucieczka.
                Alan przejrzał się w lustrze i zaczął mnie gonić, a kiedy już mnie złapał.. Podniósł mnie, położył w wannie i przytrzymując mnie jedną ręką – odkręcił wodę. Tym razem mu się udało. Wyszłam cała mokra z wanny i nagle poczułam okropną ochotę przytulenia się do brata, więc dałam mu mokrego przytulaska, za to on dał mi czerwonego rozmazanego po całej twarzy buziaka. Powiedzmy, że jesteśmy kwita.  
                Obydwoje poszliśmy się ogarnąć. Z tym, że Alan poszedł do mojego pokoju po mleczko do demakijażu(hahah), a ja do jego pokoju, po moją ulubioną koszulkę, tzn. jego koszulkę, ale za bardzo ją lubię żeby leżała u niego w szafie.
                Dzień do 4.00pm zleciał szybko, śniadanie, wojna z Alanem, krzyk rodziców o rozbity wazon i kubek, krótki szlaban na nie wychodzenie ze swoich pokoi i kłótnia z bratem przez telefon, czyja to wina, że siedzimy w pokojach bez internetu.. Ja i tak wiem, że to przez niego… Ahh ta nasza miłość.
                O 3.30pm przyjechała po mnie limuzyna (SWAAAG). Pojechałam razem z Alanem do tej kawiarni. Jeszcze chyba nigdy się tak nie denerwowałam. Weszłam do środka od tyłu kawiarni i okazało się, że to jest muzyczna kawiarnia o z tyłu są kulisy, gdzie właśnie byłam razem z bratem.
- Nicole ! Alan ! Wspaniale. Wszyscy już czekają.  – krzyknął Scooter.
- Co ? Jacy wszyscy czekają ? – spytałam.
- No ludzi o kawiarni. Wiedzą, że wystąpisz.
- Znają nas ? – dopytywał się Alan.
- Nie, ale właśnie o to wam chodzi żeby poznali. Wchodzicie za 3 minuty.
- Ale Scott! Ja nie wiem co mam śpiewać.
- A no tak. Zaśpiewasz dzisiaj 4 piosenki.
- Ale jakie ?! – nie mogłam wytrzymać.
- U Got it Bad, Die In your arms od Justina.
- A te dwie kolejne ?
- Twoje. My Best Friends. I zapewne masz jakąś drugą.
- No tak.. Boy in the neighborhood. (chłopak z sąsiedztwa).
- Alan, wiesz jak to grać ?
- Pewnie, ona ćwiczyła to po przyjeździe tutaj kilka razy. – powiedział mój brat.
- ŚWIETNIE ! Wchodzicie za 2,5 minuty. Powodzenia. – rzekł Scooter i wszedł na scenę, ogłaszając, że zaraz dla nich wystąpię. Byłam strasznie zdenerwowana. Alan tak samo. Staliśmy jak wryci. Po chwili ktoś przyniósł Alanowi gitarę, a mnie mikrofon… Mieliśmy 30sekund.
Brat przytulił mnie i powiedział, że wszystko będzie okay, po czym stanęliśmy na wyznaczonych miejscach…
                Kurtyna zaczęła iść do góry, a ja właśnie zobaczyłam tłum ludzi. Myślałam, że zaraz zejdę z tej sceny. Ale nie mogłam. Stałam przez chwilę z mikrofonem, Alan usiadł na stołku.
- Hej! Jestem Nicole, a to mój brat Alan. Dzisiaj dla was zagramy! Pierwszą piosenką jaką zagramy będzie „U Got It Bad” od Justina Biebera! – mówiąc te słowa, Alan zaczął już grać pierwszą piosenkę. Było dobrze, zaczęłam śpiewać, ludzie słuchali mnie, a ja nie chcąc stać w jednym miejscu zaczęłam chodzić po scenie i gestykulować ręką (taki odruch jak ma wiele gwiazd).
Piosenka skończyła się. Ludzie zaczęli bić brawo. Czułam się dumna. Ale jednak miałam jeszcze lekką tremę. Na następną piosenkę usiadłam na stołku obok brata. Alan chyba poczuł już luz, a przynajmniej tak wyglądał.. Po drugiej piosence Justina ludzie również klaskali. Następnie zapowiedziałam swoją piosenkę „My Best Friends” na do kawiarni weszli jacyś nowi ludzie.. A dokładniej trójka chłopaków. Nie przejęłam się tym i zaczęłam śpiewać swoją piosenkę. Wydaje mi się, że ludziom się bardzo spodobała bo zaczęli klaskać w rytm. Przez całą piosenkę się uśmiechałam z tego powodu. To było miłe.
- Ostatnią już dzisiaj piosenką, którą zaśpiewam… - mówiłam lekko zmęczona – będzie „Boy in the neighborhood”. Również mojego autorstwa. Alan.. – dokończyłam dając znak bratu, aby zaczął grać.
Czułam się dziwnie śpiewając tą piosenkę, bo zdałam sobie sprawę, że była o młodej dziewczynie, która kocha chłopaka z naprzeciwka. Chłopak nie jest zbytnio zainteresowany i czasem tylko razem piszą. Jednak kończy się miłością. Znany schemat piosenek miłosnych.
                Kiedy skończyłam ludzie wstali ze swoich miejsc. Bili brawo i bawet niektórzy gwizdali. Czułam się świetnie. Stres mnie puścił, bo to już koniec
- Dziękujemy wam ! Miłego wieczoru! – mówiąc to zeszliśmy za kulisy.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Rozdział 9. – „Love Me Like You Do”


                Próbowałam dodzwonić się do moich ukochaaanych przyjaciół. Niestety nie odbierali, no bo po cooo! Po moich długich staraniach dodzwonienia się… ODEBRALI ! 
- Rzeźnia słucham ? – znów usłyszałam głos Pawła.
- Paweł… - powiedziałam
- No cooooo ?
- Mam się bać co usłyszę następnym razem ?
- TAK !
- Okaaay ? Jesteś z resztą ziąąąków ? – spytałam.
- Raczej.. – odrzekł a ja w tle usłyszałam „ODDAJ TEN TELEFON”
- Kaśka ?
- Rucham ? TFUU! Słucham ? – zaśmiała się.
- Mam dla Ciebie.. w sumie dla was NEWSA.
- Dawaj, Dawaj, dawaaaj!
- No to tak.. Bieber był w moim domu… - zaczęłam
Reakcja dziewczyn: Iiiiiiiiiiii!  / Reakcja chłopaków: bosz..
- …Ale ja wtedy spałam – dokończyłam.
Reakcja dziewczyn: Łeeee / Reakcja chłopaków: hahah!
- To kto mu otworzył ? – Spytała Anka
- Alan. – odpowiedziałam.
- Przecież Alan go nienawi..
- Powiedział, że Bieber jest w porządku – przerwałam Robertowi. Chyba w tym momencie wszyscy padli trupem, bo nastała cisza. Powiedziałam więc, że kończę i że zadzwonię później.
                Szczerze nie wiedziałam już co robić, bo był wieczór. Weszłam na chwilę na Facebooka i znów miałam wiadomość od Justina. Szybko ją otworzyłam. Napisane z niej było: „Cieszę się, że jest okay. Kiedy napisałaś mi, że mieszkasz naprzeciwko chciałem przyjść się przywitać, ale tak wyszło, że spałaś (Tak bardzo słodko). Pogadałem chwilę z Twoim bratem i wydaje mi się bardzo w porządku. Mam nadzieję, że uda nam się zobaczyć. Love ya. Justin.”
Czytałam tą wiadomość ponad 15 razy i nie mogłam się naczytać. Czym prędzej mu odpisałam i przy okazji spytałam jak mu idzie kręcenie teledysku i do jakiej piosenki ją kręci. Momentalnie zakręciło mi się w głowie z samego faktu, że z nim piszę i że był tutaj, w moim domu.  Mimo zawrotu głowy i tego, że żadnego z moich znajomych nie było.. nie wyszłam z Facebooka. I słusznie zrobiłam.
Justin odpisał mi: „Kręcę teledysk do ‘Die In your arms’ ale to dopiero początki. Jeszcze nawet nie wiem, jaka dziewczyna będzie tam grała. PS. Myślę, że okna przez które widzę fioletową ścianę są Twoje, więc wyjrzyj przez nie! <3” Bez chwili namysłu otworzyłam okno, przez które było widać dom Biebera. Patrzyłam się na dom, ale nic nie zauważyłam, chciałam już zamknął okno, gdy nagle spojrzałam w dół. Na ulicy było napisane sprayem „Witam i życzę powodzenia Nicole! ~ Love ya. Justin”. To było słodkie. Zamknęłam okno i położyłam się na łóżko. Była dopiero 10.00pm, ale po odpisaniu Justinowi „To słodkie, dziękuję. Też Cię kocham.” Zamknęłam laptopa, poszłam wziąć prysznic po czym od razu położyłam się spać. Zasnęłam szybko, w gruncie rzeczy nigdy nie wiadomo, co może zdarzyć się jutro.

czwartek, 22 listopada 2012

Rozdział 8. – „Love me”


                Przyszłam do pokoju mojego brata i usiadłam na łóżko. 
- No ? Co takiego chciałeś mi powiedzieć ? – spytałam.
- Ammm… Słyszałaś że dzwonił dzwonek do drzwi ? Tak ? – powiedział zapalając papierosa.
- Tak..  I co z tego ?
- Więc… Powinnaś żałować, że jesteś takim leniem i nie zeszłaś. – oznajmił, zaciągając się.
- Nie leniem.. Ja odpoczywam przed.. amm… jeszcze nie wiem.. mów dalej.
- No wiesz… w sumie nie sądziłem, że ziąą, na którego jeszcze rok temu mówiłem „BABA” okaże się spoko.. – powiedział wypuszczając dym.
- Alan… Co masz na myśli ?
- To, że.. Bieber był u nas w domu.
- Jasne.. Nie nabierzesz mnie.. Aż taka naiwna to ja nie jestem. – rzekłam.
- Wiedziałem, że mi nie uwierzysz, dlatego też zrobiłem z nim sobie zdjęcie U NAS W SALONIE – mówiąc to wyciągnął swojego iPhone’a i pokazał mi zdjęcie. Zamarłam. Myślałam, że to jeszcze mój sen, że zaraz się obudzę i będzie okay.. Ale jakoś nie mogłam się obudzić.. To była prawda.. Najprawdziwsza.
- Nicole.. Siostra.. SIOSTRA ŻYJESZ..? – mówił Alan i szarpał mnie, ale ja nie reagowałam. Po chwili wybuchnęłam:
- ZABIJĘ CIĘ ! DLACZEGO MNIE NIE OBUDZIŁEŚ ?!
- Spokojnie. Ale Bieber przyszedł tu pytać o CIEBIE.
-  NO TO TYM BARDZIEJ ! Mów, co pytał.. – uspokoiłam się chwilowo.
- Pytał gdzie jesteś, jak to się się stało że tu przyjechaliśmy i jak się dogadujesz ze Scottem. Spokojnie. Wszystko mu opowiedziałem.. A, no i…  jeszcze jedno. – przerwał Alan by znów mocniej się zaciągnąć.
- Co takiego ?
- On bardzo chciał zobaczyć jak wyglądasz.. A ja nie miałem ani jednego Twojego zdjęcia. – mówiąc to wypuścił dym z płuc, który powoli ogarniał pokój.
- Alan ?
- I wpuściłem go na chwilę do Twojego pokoju jak spałaś. – rzekł i przygasił papierosa.
- No teraz to dowaliłeś sucharem – rzekłam sarkastycznie.
- Serio mówię..
- Tak, pewnie, oczywiście.
W tym samym momencie Alan przesunął palcem po ekranie pokazując moje zdjęcie jak śpię z Juju, który stoi nade mną.
- No nie… No po prostu no nie.. BOŻE CZY TY TO WIDZISZ ?! – mówiłam podchodząc do okna by je otworzyć, bo w całym pokoju śmierdziało.
- Spokojnie.. Powiedział, że słodko wyglądasz..
- Nienawidzę Cię. – powiedziałam.
- Czemu ?
- Boo.. nie wiem.
- Właśnie.. Też Cię kocham!
- Tak, tak, tak.. A Justin gdzie poszedł ? – spytałam.
- Na próbę teledysku.
- Mhmm… - mruknęłam – Dobra idę na zadzwonić do przyjaciół.. Wiesz gdzie mnie szukać.
- Pewnie siostra – powiedział Alan, a ja jeszcze w szoku wyszłam z jego pokoju. 

wtorek, 20 listopada 2012

Rozdział 7 – „Stuck in the moment”


                Rano rodzice obudzili mnie o 07:00 mówiąc, ze jadą zwiedzać okolicę i pytali, czy jadę z nimi. Odmówiłam i poszłam spać dalej. O godzinie 08:30 obudził mnie telefon. Leń Alan zadzwonił z pokoju obok, że ktoś puka do drzwi, a jemu nie chce się wstać. Wstałam rozczochrana w pidżamie, myśląc, że to sąsiedzi – nie myliłam się. Powitali mnie jakimś ciastem i niezidentyfikowanym mięsem. Podziękowałam za jedzenie i zamknęłam drzwi. Nie byłam w nastroju, żeby gościć obcych ludzi bez rodziców. 
- ALAAAAAAAAAAAAN ! – Krzyknęłam.
- Cooo ? – usłyszałam.
- Mam dla Ciebie ciasto!
- Jakie ?
- Szarlotkę iii…. Z budyniem i truskawkami – odrzekłam. Po czym usłyszałam tylko trzask drzwiami i po paru sekundach zobaczyłam swojego brata w bokserkach biegnącego po ciasto. Jedną z tych rzeczy, która łączy mnie i brata jest miłość do ciasta z budyniem i truskawkami.
                Poszłam na górę się ubrać i ogarnąć. Włączyłam radio i usłyszałam swoją piosenkę.
Świetnie – pomyślałam – rozkręcamy tę imprezę! O 10:00 wzięłam klucze od domu i poszłam ogarnąć z bratem gdzie plus minus mieszkamy. Okolica nawet, nawet. Niedaleko do przystanku, w sumie wszędzie mam jako tako blisko. Wszystko było okay, tylko był jeden minus. Nikogo nie znałam, a nie mam na tyle odwagi, żeby podejść do kogoś i tak od razu zapoznać. Poszliśmy z powrotem do domu.
Jak zwykle z resztą nie odbyło się bez niespodzianek…  W drodze powrotnej, pisząc  SMS - wpadłam na jakiegoś kolesia.  Był chyba w wieku mojego brata.. Dziwnie się na mnie popatrzył. Ja na niego z resztą też. Powiedziałam „Sorry”  i poszłam dalej. A mój brat stwierdził, że jestem łamagą.
                W domu nie miałam co robić, więc weszłam na Facebooka. No cóż… Odwiedzam go jakoś 100 razy na dzień. Jak zwykle… pozaczepiałam ludzi, po odpowiadałam na posty znajomych, ale nagle patrzę i mam wiadomość.  Myślałam, że to kolejny znajomy z pytaniem: „Jak w Ameryce ?”. Ale nie…
Sama nie wierzyłam… To był Bieber. Powoli czytałam wiadomość, w której pisało między innymi, że słyszał moją piosenkę, pytał jak się czuję i gdzie mieszkam. Szybko odpisałam mu, że wszystko okay, że jestem fanką i mieszkam naprzeciwko niego,  a przynajmniej tak mi się wydaje. Zamknęłam laptopa i położyłam się na łóżku. Patrzałam przez chwilę w sufit.
„Ciekawe co on teraz robi.” – pomyślałam. Po czym niemalże usnęłam. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi, ale nie zeszłam na dół, bo usłyszałam również, jak mój brat otwiera drzwi. Jednak moja ciekawość pt.:  „Kto przyszedł ?!” była silniejsza od zmęczenia. Słyszałam jak Alan gada z jakimś chłopakiem, siedziałam na górze schodów, ale nie chciało mi się schodzić. Chłopak miał przyjemny głos, a mój brat, jak to mój brat gadał żując jeszcze ciasto z budyniem… Słyszałam tylko kawałek rozmowy i z tego co zrozumiałam:
- Hay – przywitał się chłopak
- H… Hej. – mówił mój brat jedząc ciasto.
- Jest Nicole ?
- Jest, ale chyba śpi.
- A Ty jesteś… ? – zawahał się chłopak.
- Jej bratem. Alan.
- Dobrze. Nie wiedziałem, że ma brata.
Po chwili słyszałam tylko jakieś szepty, chyba Alan nie chciał mnie obudzić i wszedł z nim do salonu. Trudno. Poszłam do pokoju. Włożyłam słuchawki w uszy i zasnęłam, mimo, że było już popołudnie.
Koło 5.00pm obudziły mnie krzyki brata.
- NICOLE ! NICOOOOOOOOOOOOOOLE! Ej, wstań, teraz, już, natychmiast !
- Coo ? – nie wiedziałam co się dzieje.
- Opowiem Ci coś, ale nie dostań zawału i nie zabijaj mnie.
- Ok ? – jeszcze bardziej nie ogarniałam co się dzieje.
- Dobra, przyjdź za 10 min do mojego pokoju. Rodzice są już na dole jakby co…
- Dobra. Ogarnę, że żyję i przyjdę – powiedziałam, a Alan wyszedł z mojego pokoju. 

poniedziałek, 19 listopada 2012

Rozdział 6 – „Omaha MALL”

Wiem, krótki i trochę mnie tu nie było..
Ale to dlatego, że mądra Nicole wpisywała zły e-mail i bulwersowała się, że to u nich jest błąd >,<
No cóż.. miłego czytania <3
____________________________________

                Nie miałam pojęcia, że nagrywanie i pisanie(Czyli to co lubię) po kilku godzinach staje się koszmarem. Nie wiedziałam, że kiedykolwiek będę się tak cieszyć z WYJŚCIA ze studia. No bo powiedzmy, że nagrywać zaczęłam około 09:00am, a teraz jest 2.00pm… Czyli w studiu siedziałam ok. 5 godzin, trochę to jest ? Nie ? Tak czy siak, miałam dosyć! Nie dziwię się, że gwiazdy się buntują. Ja jestem niecały dzień w karierze + nikt mnie jeszcze nie zna. 
                Pojechałam do mieszkania, wzięłam walizki, a Scooter przyjechał po nas, zabrać nas na lotnisko. Mieliśmy w końcu mieszkać w Atlancie. Czemu ? Nie wiem. Ale to szczegół… 
                O 16:00 byliśmy już na osiedlu, w którym miałam mieszkać. Podjechaliśmy pod adres Biebera, ale domy koło niego były już zamieszkane. Odwróciłam się. Tak o około 180O i zobaczyłam, że dosłownie na przeciwko jego domu (ponoć), jest duży dom na sprzedaż! Myślałam, że padnę z radości!
- Chcę ten dooom! – krzyknęłam pokazując palcem na jeden z większych domów. Pomalowany był na lekki fiolet z czarnym dachem.
- Dlaczego akurat ten ? – spytała mama.
- Ummm… Nie pytaj ;D – uśmiechnęłam się.
- Ale Nicole. Nie stać nas na taki duży… OGROMNY DOM. – odezwał się Filip.
- Mnie tam pasuje – wtrącił Alan.
- Spoko! Ja stawiam – powiedział Scott jakby chodziło o jakieś piwo.
- Ale przecież to masa kasy!
- Oj młoda… Kiedyś mi oddasz. Jak tylko się wybijesz. – zaśmiał się Scott.
- Dobra.. Jaaaak chcesz.
                Zadzwoniliśmy pod dany numer. Chętnie sprzedano nam domek. Scooter zapłacił za niego około 1,5mln dolarów. Nie wliczając w to pół miliona za meble i wyposażenie.
- O Jezuuu… Kiedy ja Ci to oddam. – załamałam się.
- W krótce! Zobaczysz!
                Rozpakowałam się i zadzwoniłam do moich kochanych zjebów. Jak zwykle nie odbierali. No…  W końcu to oni. Nigdy nie odbierają za pierwszym razem… :3
- Hej.. Która godzina..? - spytałam
- No hej… 7 rano – wybełkotała zaspana jeszcze Kaśka.
- Ojojojjj… Ale trafiłam !
- No.. Nie to, żebym Cię obudziła..
- Wcale.. Ale okay, skoro nie śpię, to.. MIESZKASZ KOŁO BIEBERA ?!
- Nieeee… - powiedziałam smutno.
- Jak to ? – spytała Kaśka.
- Nie było domów… Obok niego..
- To gdzie mieszkasz..? – zaciekawiła się.
- Naprzeciwko Biebera.
- Bożee… JAKI MÓZG! Dobra, kończę.. Przekażę potem wszystko Ance.
- Okay. Kocham, paa! – rozłączyłam się.
                Szybko rozpakowałam się i walnęłam się na wodne łóżko.
To jest życie! – pomyślałam. – Ciekawe co będzie dalej..? Do głowy zaczęły mi przychodzić przeróżne myśli. Po rozmyślaniu – zasnęłam.

piątek, 9 listopada 2012

Rozdział 5 – „Never Say Never”


                Przez chwilę moi kochani nie odbierali. Myślałam, że już się rozeszli, że poszli do domów, a pojedynczo nie chce im się gadać. Ale skąd…
- Zakład pogrzebowy „Czy to już ?” , słucham ? – odebrał Paweł.
- Ummm… Tak to już. Umieram z tęsknoty. – powiedziałam śmiejąc się do telefonu.
- Oj Paweeeeł. – usłyszałam głos Kaśki. – Ty to masz pomysły.
- Tak. Pomysłowy Paweł  - zachichotałam.
- Opowiadaj! Jak ze Scooter’em ?
- A dobrze. Jutro lecę do Atlanty. Już nie mogę się doczekać !
- A to nie tam mieszka Bimber ? – spytał Robert. Po chwili usłyszałam „Ała! Za co ?!” Czuli Anka i Kaśka go jebnęły.
- Ej, nie bijcie go. Jak go nie lubi to jeeeego sprawa! Haha.
- Dobra. Hah ;p A wiesz dokładnie będziesz mieszkać ? – spytała Kaśś.
- No tak. – powiedziałam patrząc na kartkę z adresem Justina. – Obok Biebera, to znaczy mam taki zamiar. Haha.
- Uuu… Zaprosisz nas, prawda ? – Zaśmiały się dziewczyny.
- Nas też możesz – powiedzieli złowieszczo chłopaki.
- O nie chłopcy.!
- Ale wiesz, że my Cię tak baaaaaaaardzo…  - nie dokończył Paweł.
- Och cicho już bądźcie – uciszyłam ich.
- Zadzwoń jutro w południe, albo wieczorem – powiedziała Kaśka.
- Spoko. ;D To paa ;D – rozłączyłam się i poszłam spać.
                Rano obudził mnie telefon. To Scott. Powiedział, że o 08:00 mam być w studiu. Świetnie -.- ! Przecież 08:00 to środek nocy! No ale cóż zrobić. Ubrałam się, zjadałam i wraz z matką i bratem pojechałam do studia. Oczywiście moja kochana rodzicielka zgubiła dobrą drogę i przyjazd nieco się opóźnił.
Kiedy już dojechałyśmy bałam się wejść do środka. Wzięłam głęboki wdech, brat chwycił mnie pod ramię i powolnym krokiem ruszyliśmy w stronę studia.
- No Nicole! Alan! Wreszcie! – powitał mnie w drzwiach Scooter.
- Sorry Scott. Moja mama zgubiła drogę do studia.
- Dobra, dobra. Chodź szybko!  Śpieszymy się! – powiedział mój menager ciągnąc mnie szybko.
W końcu ukazała mi się moja pierwsza sala nagrań. Przed nią siedział jakiś ziomek, a za nim stał inny ziomek. Scooter mówił mi kto to ten na krześle, ale zapomniałam. W każdym bądź razie to Steve. A ten gościu co stał, ma osądzić czy się nadaje. To mnie zestresowało. Mogłabym równie dobrze tego nie wiedzieć!
- Które z was śpiewa ? – zapytał gościu w garniaku.
- Amm… Ja. – odezwałam się.
- A Ty – pokazał na mojego brata – umiesz coś ?
- Gram trochę na gitarze, bębnach i pianinie. – odrzekł.
- Dobrze ! Dzisiaj zrobisz podkład swojej dziewczynie.
- To moja siostra! – oburzył się.
- Nie ważne. Lećcie już.
                Zaczęłam śpiewać piosenkę, którą napisałam dla moich przyjaciół kilka dni przed wyjazdem. Dałam jej tytuł „My Best Friends”. Ten ‘krytyk’ przerwał mi w połowie.
- O co chodzi ? – spytałam.
- Czyja to piosenka ?
- Moja – odpowiedziałam bez wahania.
- Czyli piszesz teksty ? – nie wierzył.
- No tak. Czasami. Jeśli mam o czym – rzekłam.
- Świetnie! Jesteś świetna! Ty młody też !  Zaraz zaczniemy nagrywać to co napisałaś i pisać nowe!
Pomyślałam: „O niee… I to ma być zabawa ? ;x”

poniedziałek, 5 listopada 2012

Rozdział 4 – „Pick Me”


                Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Będę miała tego samego menagera co Bieber ? to jakoś trochę nie możliwe. Strzeliłam sobie w twarz z liścia, ale się nie obudziłam…Czyli… To dzieje się naprawdę! Podniosłam się z krzesła i przywitałam ze Scooter’em.
- Dzień dobry panie Scooter. -  rzekłam.
-  Hej. Mów mi Scott. Hej Scott, albo coś w tym stylu – powiedział z uśmiechem na ustach.
- Oh… Okay Scott.
- I tak ma być. Jak mówisz Panie, to czuję się staro – oznajmił uśmiechając się.
- Yoo Scott ! – walnął mój brat.
- Hej młody ! Zgaduję, że jesteś bratem Nicole ? – odpowiedział Scott.
- Boże.. Aż tak to widać ?  Jestem Alan.
- Hahah. Oj Alan… - zaśmiał się. – A Państwo to.. rodzice Nicole, tak ?
- Tak – powiedziała mama ale szturchnęłam ją w ramię. – To znaczy, ja jestem jej mamą, a to Filip ojczym  Nicole i Alana.
- A ich prawdziwy ojciec ? –zapytał z ciekawością Scott.
- Rozwiedliśmy się. – powiedziała spokojnie.
- Ahaaa. Dobrze, nie będę już pytał. Usiądźmy i porozmawiajmy.
                Usiedliśmy z powrotem do stolika. Scooter zaczął omawiać pewne rzeczy związane z tym co będę teraz robić, aby dojść na szczyt, oczywiście nie zaniedbując nauki. Szczerze powiedziawszy, to średnio podobały mi się plany. Piosenki, teledyski, radio, nauka ? Może jeszcze frytki do tego. Nie mogłam wytrzymać już tego długiego gadania. Jedyne co mnie ciekawiło to…
- Jesteś też menagerem Biebera, prawda ? – spytałam ni z tego ni z owego, a mój brat popatrzał się na mnie jak na czystego debila i zapalił fajkę.
- No tak.
- To mam dwa pytania do Ciebie…
- To wal śmiało – powiedział wesoło.
- 1 – jak masz zamiar dać sobie radę ? Bo widziałam w programach itd. Że jesteś ciągle z Justinem, więc ?
- Hmmm… Masz racje, byłem ciągle przy nim, ale teraz to już stary koń, jeśli wiesz co mam na myśli. Da sobie radę, beze mnie. Ma wyznaczony plan.
- Ale wiesz, że on lubi łamać reguły i niszczyć plany, a poza tym robić kawały wszystkim ?
- Masz rację. Skąd tyle wiesz…
- Belieberka . No ii.. ja tu jestem od zadawania pytań! – powiedziałam ;p
- Okay, jakie jest to drugie pytanie ?
- 2 – Czy… Ja kiedyś się z nim spotkam ? – spytałam grzecznie.
- Nie wiem. To bardzo mało prawdopodobne. Mimo, że będziecie mieli jednego menagera, nie będziecie się spotykać. Może raz, czy dwa. Z resztą teraz jeszcze końcówka tej ustawki z Seleną.
- AHA! Czyli to była ustawka! Wiedziałam. – powiedziałam dumnie.
- Tak, była. Ale się skończyła. Ty też będziesz w takich ustawkach.
- no super.. – mruknęłam.
- nie będzie źle siora. Silna jesteś – dodał na koniec mój brat przygaszając papierosa.
                Przez resztę „pogadanki” siedziałam już cicho lekko naburmuszona. Może nie cały czas, bo gdy Scott powiedział, że mamy mieć dom w ATLANCIE, prawie podskoczyłam z radości. Teraz tylko misja, gdzie mieszka Bieber i już. Domek koło niego. Pytałam Scootera o jego adres. Dał mi, tylko żebym mu głowy nie zawracała i nikomu nie dawała, bo już po mnie. Mój brat nie był zbyt zadowolony, że chcę mieszkać koło Biebera do czasu kiedy nie dowiedział się, że na tej samej ulicy mieszkają też modelki.
                Co do adresu.. Mnie nie trzeba dwa razy powtarzać... Misja zakończona. Juto wylatujemy do Atlanty. A dzisiaj nocujemy w Hotelu. Świetnie ;/ . Mam nadzieję, że to będzie krótka noc. Jeszcze zanim zasnęłam, zadzwoniłam do przyjaciół… W Końcu obiecałam.

niedziela, 4 listopada 2012

Rozdział 3 – „Be Alright”


                Wyglądałam przez to okno dość długo. Nagle przypomniało mi się, że niedawno kupiłam tanią kamerę, mogę wszystko nagrać! Wyciągnęłam kamerę z torby i przystawiłam ją do okna. Myślałam, że nic nie będzie widać, a jednak! Wszystko było widoczne jak na dłoni. Ten „wielki, wielki świat, w którym tak łatwo można się zgubić”. Kiedy skończyłam nagrywać, przewinęłam do początku. Zobaczyłam nagranie ze swoich urodzin. Nasze głupawki. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy. 
Odłożyłam moją cam. Z powrotem włączyłam muzykę i zasnęłam.
                Obudziły mnie krzyki mamy: „ZAPNIJ PASY! LĄDUJEMY!”. Szybko je zapięłam. Nim się obejrzałam byliśmy na miejscu. Przespałam kilka… naście godzin. Lista muzyki przeleciała 4 razy.
Wysiadłam i zanim nawet zdążyłam wyciągnąć bagaże, zderzyłam się z jakąś dziewczyną.
- Umm… I’m sorry. – powiedziałam jąkając się. Ona popatrzyła się na mnie jak na wyrzutka i poszła dalej. Czy wszystkie Amerykanki są tak wredne ? Mam nadzieję, że nie.
- Halo ? – odebrałam dzwoniący telefon.
- Heeeeeej! – krzyknęła czwórka przyjaciół.
- O hej! Tęsknię za wami! – powiedziałam.
- My też. Doleciałaś ? Jak lot ? długo już tam jesteś ? mili ludzie ? Gdzie macnie mieszkać ?   Poznałaś już tego Scootera ? – przekrzykiwali się jeden przez drugiego.
- Ej, ej, ej! Spokojnie! Nie wszyscy naraz!
- Ej, ej, ej, ej, ej, ej let’s go! Me + you! I’m a tell you ONE TIME! Me + You! One time! I’m tell you One Time! One Time! – zaczęły żartować dziewczyny.
-  Dobra, haha. Koniec Śpiewania laski ! – zaśmiałam się. – Dopiero wylądowałam. Zadzwonię do was wieczorem i wszystko wam opowiem. A tak nawiasem, to która u was godzina ?
- Okay! Będziemy wszyscy czekać z niecierpliwością! U nas jest po 18.  A u Ciebie ?
- Boże.. u mnie 9 rano..  Muszę kończyć! – powiedziałam.
- okok! Paaa – rozłączyli się.
                Wzięłam swoje bagaże i poszłam na parking.
- Mamo, gdzie nasze auto ? – zapytałam.
- Scott już wysłał nam limuzynę – powiedziała.
- Uhuhu! Żebym ja się nie przyzwyczaiła do takich luksusów! – zaśmiałam się.
- No, no! – mówiła. – Pamiętaj, że możemy tu zostać.
- I to mnie właśnie martwi – mruknęłam pod nosem.
- Co mówiłaś ?
- Nie nic, mamo.
                Podjechała limuzyna i zawiozła nas do centrum Los Angeles. Właściwie to do jakiejś restauracji. Dobrze, że chodziłam na te lekcje z rozszerzonym angielskim razem z matką. Filip pochodzi z Anglii więc nie mamy problemu z dogadaniem się. Tylko, że przez ten nasz angielski, mamy o wiele mniej kasy.
                Gościu z limuzyny. Czyli… Szofer powiedział nam, że jest na każde nasze wezwanie, bo Scott mu zapłacił. Fajnie! Mam szofera! Uhuhuh !
                Weszliśmy do środka restauracji, jednak nigdzie nie widzieliśmy nikogo, kto by wyglądał choć trochę jak Scooter Brown. Cóż… Usiedliśmy przy jednym ze stolików. Nagle do restauracji jak burza wparował Scott, tłumacząc nam, że spóźnił się bo przedłużyło mu się nagrywanie piosenek Biebera w studiu…

sobota, 3 listopada 2012

Rozdział 2 – „Up”


               Praktycznie jechaliśmy 2 godziny na lotnisko we Wrocławiu. Cały czas rozmawialiśmy na różne tematy. Nagle padł temat o miłości i proszę… ilu nowych rzeczy można się dowiedzieć. Okazało się, że Robert jednak coś czuje do Kaśki, z wzajemnością.  I już mamy jedną parę! 
Co więcej Robb wiedział (całkiem przypadkowo xD), że Krystian jest zakochany w Ance.
- Naprawdę ? – poderwała się Anka gdy to usłyszała.
- No tak. To znaczy… Tak mi powiedział, nie Paweł ? – upewnił się.
- No coś mówił o jakiejś Ance z 2c. Szczerze mówiąc jeśli chodzi o miłość to trochę wyłącza mi się słuch. – powiedział.
- Jasne, Jasne – szturchnęła go Kasia.
- No co ? – udawał, że nie wie o co chodzi.
- No dobra mądralo… - mówiła Kaśka – To kogo TY kochasz ? My już powiedzieliśmy…
- Ja ? jaa… Ummm… Nikogo.
- Nie kłam! Musi być ktoś kto ci się chociaż podoba. – drążyła Anka.
- Bo może i jest. – spojrzał lekko w moją stronę. – Ale to już zostawię dla siebie.
- A ty Nicole ? – zapytał Robert.
- Ja też zostawię to dla siebie. – Spojrzałam na Pawła, który się uśmiechnął.
- P-a-aw-w-e-ł – udawał, że kaszle mój brat.
- ALAN ! – krzyknęłam.
- Tak ? – zapytał z uśmiechem
- Bo zostawię Cię na lotnisku !
                I właśnie w tym momencie dojechaliśmy. Można powiedzieć, że przez pół godziny drążyliśmy tematy o miłości... No tak.. Ale przecież ja nic nie powiem!
                Samolot już czekał. Rodzice wzięli bagaże i poszli w jego stronę. Nagle coś złapało mnie za serce, coś… że ja wcale nie chcę wyjeżdżać. Chcę tą czwórkę zabrać ze sobą! Bez nich nie chciałam lecieć. To moje kochane zjeby, które też się kochają. To znaczy.. No! Łzy napłynęły mi do oczu.
- Ja nie chcę lecieć bez was! – wydarłam się.
- A my nie chcemy, żebyś ty leciała – powiedziała Anka.
- No, będziemy za tobą tęsknić. – powiedziała Kaśka.
- Bardzo tęsknić. – dokończyły razem.
- Weź pisz do nas – rzekł Robert.
- Też będę tęsknić! – mówiłam – I obiecuję, że napiszę! Jak nie napiszę, to możecie przylecieć i mnie strzelić w pysk.
- Dobra! – podjął Robert, ale Kasia go szturchnęła.
 Paweł nie odzywał się w tym momencie. Nie dziwię się. Rozmawialiśmy ze sobą tylko kilka razy. Nadeszła całkowita pora pożegnania… Przytuliłam po kolei: Roberta, Ankę i Kaśkę.. Przy Pawle zawahałam się.. Stanęłam i chciałam podać mu rękę, wtem on mnie przytulił… Możecie sobie tylko wyobrazić, jak wielki uśmiech miałam na twarzy.
Uściskaliśmy się i musiałam biec do samolotu, w drodze krzycząc „Nie zapomnijcie o mnie!”.
Zatrzymałam się jeszcze przed samolotem i pomachałam. Rodzice pospieszyli mnie, żebym wsiadała. Weszłam do środka. Jeszcze nie ruszyliśmy, a już tęskniłam. Wyjrzałam przez okno. Moi kochani wsiadali już do limuzyny, smutno oglądając się za sobą. Szybko wysłałam im SMS-y o treści: „Już tęsknię. Odpisujcie na listy. Obiecuję, że będę wam pisała e-maile, co się dzieje. Bawcie się dobrze.” Zaraz po tym dostałam jednego SMS-a od wszystkich: „Też tęsknimy. Będziemy odpisywać! Ale wiesz… Bez Ciebie zabawa już taka dobra nie będzie :(”. Zachowam tego SMS-a do końca życia! Chwilę później jak przeczytałam stewardessa powiedziała, żebym wyłączyła telefon. Tak też zrobiłam.
                Wylecieliśmy, a ja od razu założyłam słuchawki na uszy. Zaczęła lecieć piosenka UP od Biebera. Wyjrzałam przez okno i tak serio zaczęłam się zastanawiać, jak mój świat się zmieni, co się stanie, jak będę żyła i czy kiedyś wrócę do Polski ? Świat jest serio wielki. Teraz to wszystko zobaczyłam… 

piątek, 2 listopada 2012

Rozdział 1 – „Bigger”


                Około godziny 10:00 przyszła do mnie Kaśka, chciała pomóc mi się spakować, jednak ją wyprzedziłam i spakowałam się wcześniej. Do tego umyłam głowę i zjadłam śniadanie ;D
- Kiedy wracasz ? – zapytała Kaśś.
- Nie wiem, czy w ogóle będę wracać – powiedziałam smutno.
- Jak to ? Zostawisz nas wszystkich ? – spytała.
- Wiesz jaki jest show-biznes. – rzekłam – Jesteś ciągle na miejscu, nie licząc tras. Co prawda, nie łudzę się nawet, że zajdę tak mega wysoko. Pewnie wrócę i wszystko będzie jak dawniej – uśmiechnęłam się.
- Ale wiesz… Pewien pan będzie bardzo za tobą tęsknił. – powiedziała Kaśka.
- Kto taki ?  - zapytałam, ale nie otrzymałam odpowiedzi, bo zadzwonił mój telefon. Ledwo zdążyłam go odebrać, bo okazało się, że rzuciłam go na dno toby. Świetnie, umiem się organizować jak nikt. ;/
Jestem geniuszem! Wsadzić najpotrzebniejszą rzecz, na samo dno.
- Halo ? – włączyłam głośnomówiący.
- Hej Nicole. Wiem, że może nie masz czasu, ale nie będziesz dziś przypadkiem wychodzić ?
- Będę, ale kto mówi ? – nie poznałam głosu.
- Tu Paweł, wyjdziesz ? – zapytał.
- Tak się składa, że będę wychodziła z Alanem i Kasią. Pożegnać wszystkich. Alan Ci nie powiedział ?
- Coś mruczał.. Mogę dołączyć ? – zapytał.
- Pewnie, nie ma problemu, jeśli chcesz. Ale będzie też Robert. – rzekłam
- Dobra, o której ?
- Jakoś o 13:00 będziemy wychodzić. – powiedziałam i poczułam, że się czerwienię.
- Okay. Będę 13:10 koło parku. – rozłączył się.
                Zanim zdążyłyśmy cokolwiek zrobić, musiałyśmy wychodzić, chłopaki już na nas czekali. Poszliśmy w stronę domu Anki. Na nasze szczęście nie mieszkała daleko. Zapukaliśmy do jej drzwi. Otworzyła.
- Hej! Przyszłam się pożegnać. – powiedziałam.
- OMG. Nie mogę uwierzyć, że wyjeżdżasz. – rzekła. – O siema! – krzyknęła gdy zobaczyła Kasię i chłopaków.
- Hej, hej – przywitali się.
- Może chcesz iść się żegnać z nami ? – zapytałam.
- Jasne – oznajmiła biorąc kurtkę. – Maamoooo! Wychodzę! – krzyknęła w drzwiach.
                Przeszliśmy prze pół miasta, gadając i żegnając się ze wszystkimi znajomymi, których lubimy i szanujemy.  Zanim się spostrzegliśmy była 17:00. Miałam jeszcze trochę czasu do przyjazdu limuzyny. Poszliśmy więc na miasto. Kupić jakieś picie czy lody. Bawiliśmy się świetnie. Nagle zadzwonił mój telefon. To Filip.
- Nicole! Gdzie ty się podziewasz ?! Limuzyna będzie za 15 minut!
- O kurde! Zapomniałam, już lecę!  - pobiegłam do domu, razem ze znajomymi. Kiedy dobiegłam zostało mi 5 min do przyjazdu. Filip zaproponował, żeby pojechali ze mną, a limuzyna potem odwiezie ich tutaj.  Ucieszyła mnie ta wiadomość, kiedy auto podjechało cała nasza piątka (wraz z rodzicami z przodu) wpakowała się do limuzyny. Odjechaliśmy…
_______________________________________
Pierwszy rozdział.. Jak wam się podoba ?
Mile widziane komentarze <3

czwartek, 1 listopada 2012

Prolog.


                Szczerze mówiąc nie wiedziałam, że tak to się skończy… Wczoraj byłam zwykłą szarą nastolatką, nie wyróżniającą się niczym. Wręcz przeciwnie, zawsze wmieszałam się w tłum. Byłam jedną z wielu… Z bardzo wielu. Nie miałam chłopaka, tylko kilka przyjaciółek, a dziś ? Dziś wieczorem przyjedzie po mnie limuzyna, zabrać mnie do Los Angeles. Jak to się stało ? – zapytacie. Powiem wam, że to dość ciekawa historia, która zaczęła się dość niewinnie.
                Moi rodzice się rozwiedli, gdy miałam 5 lat. Mój brat Alan miał wtedy niecałe 9. Strasznie płakałam za tatą, mimo że często się z nim spotykałam. Mój brat w wieku 13 lat zaczął przez to palić. Tata ułożył sobie życie, teraz mamy dwie matki. Od strony ojca mamy dwie młodsze siostry. Ja ich nie lubię, zawsze się drą i przemądrzają – w końcu to bliźniaczki. Moja mama ma na razie narzeczonego, nawet go lubię. Mówię na  niego Filip, bo nigdy nie nazwę go ojcem.
                Ale wracając do tematu, byłam tak smutna rozstaniem, że zaczęłam śpiewać smutne piosenki, w szafie mamy znalazłam gitarę, a Alan pomógł mi się nauczyć grać. Kiedy tylko było mi smutno, grałam i śpiewałam, trochę mi się polepszało. Kiedy miałam 12 lat, przeprowadziliśmy się do innego miasta. Tam poznałam moją najlepszą przyjaciółkę – Kasię. Oczywiście, mam też kilka innych przyjaciółek np. Anię. Ale z Kasią znam się najdłużej. Alan za to zadaje się z chłopakiem, który mi się podoba, ale… wstydzę się z nim normalnie gadać. Pewnego dnia, Kaśka zaczęła mnie namawiać do wrzucenia filmików na YT. Po długim namawianiu wrzuciłam najpierw pierwszy, potem drugi, trzeci itd. Ludziom zaczęło się to podobać – cieszyłam się. W końcu to już jakieś osiągnięcie..
W Internecie miesiąc później znalazł mnie nie jaki Scooter Brown. Moja mama bardzo chętnie zgodziła się na krótki wyjazd do USA. Zawsze chciała tam pojechać. Trochę jak historia Biebera – powiecie. Ale ja wam powiem, że to jest zupełnie pokręcone i zupełnie inne. Ta moja historia nauczyła mnie jednej rzeczy: Nie ważne ile razy upadniesz, ważne jak się podniesiesz.. „Never Give Up”.

Postacie

Nicole Black
16 lat. Jej pasją jest śpiew. Bardzo lubi też grać w koszykówkę. 
Razem z Rodziną wyprowadza się do USA.
Jest Belieberką. Opowiada swoją historię w pierwszej osobie.























Alan Black.
Brat Nicole. Ma 19 lat.
Lubi ją denerwować, ale w gruncie rzeczy oddałby za nią życie.





















Justin Bieber
Ma 19 lat.Jedna z najpopularniejszych gwiazd Pop.
Razem z Nicole (i Alanem) mają wspólnego menagera Scotta.





















Scooter Braun
Menager Justina, potem też Nicole.





















Mama Basia i ojczym Filip Nicole














Kasia(16l) i Anka(15l)
Przyjaciółki Nicole.















Paweł(16l)  i Robert (16l)
Znajomi trzech przyjaciółek.