niedziela, 23 grudnia 2012

Rozdział 15. – „Born To Be Somebody”


Jutro wstawiam bonusa na bloga! Rozdział + niespodziewanka ;33 
________________________
 - Alan! Alan zatrzymaj się! – krzyczałam do niego, ale on dalej szedł przed siebie w ciemności, gdzie świeciły tylko latarnie. Do oczu napłynęły mi łzy. – Alan proszę bracie! … Nie zostawiaj mnie. – w tym momencie Alan zatrzymał się i odwrócił w moją stronę.
- Nie wrócę do domu – mruknął zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
- Nie każę ci wracać. Powiedz, co cię ugryzło ?
- Co mnie ugryzło ?! Ten człowiek ma nas głęboko w dupie i myśli, że jak czasem da nam trochę kasy i się uśmiechnie, to wszystko jest okay ?! – denerwował się Alan.
- Ej, spokojnie. Alan, ja wiem, bo czuję dokładnie to samo co Ty. Jest z nim ciężko, ale…
- Ale co ? Przecież nic się z nim zrobić nie da. Czy on w ogóle kocha naszą mamę ? – przerwał mi.
- Nie wiem.. Ale podejrzewam, że tak.
- Kiedy ostatnio widziałaś żeby ją chociażby przytulił ? – spytał.
- Ummm… Nie mam pojęcia.
- Właśnie. On z nią jest bo to nieudacznik. Nie ma co ze sobą zrobić i gdzie się podziać – mówiąc to, mój brat wyciągnął i podpalił papierosa.
- Może masz rację, a może nie masz.. Tego nie wiemy. Ale spokojnie, proszę Cię.
- Dobra – mruknął. Przez krótką chwilę panowała cisza. Alan palił a ja obok szłam i rozglądałam się, jednak było zbyt ciemno, by cokolwiek dostrzec. Miałam wrażenie, że ktoś za nami idzie, gwałtownie się odwróciłam, ale zawało się, że nikogo tam mnie ma.
- Co jest ? – zaniepokoił się brat.
- Nic, nic. Tylko wydawało mi się, że ktoś tam jest.
- Spokojnie siostra. Wracajmy już. – jak powiedział, tak też zrobiliśmy. Około godziny 7.30pm byliśmy pod domem. Alan otworzył drzwi.
- Nie wchodzisz ? – spytał zdziwiony.
- Nie. – odrzekłam – Posiedzę chwilę na schodach. Zaraz  wejdę.
- Dobrze. W razie czegoś dzwoń. – powiedział i wszedł do środka. Na dworze panowała cisza. Usiadłam na schodach i rozmyślałam o tym co się teraz dzieje patrząc w niebo. A niebo było jakby puste. Nie mam pojęcia czy zachmurzone, czy może po prostu nie było widać gwiazd z innego powodu. Nagle mało nie padłam na zawał, kiedy spuszczając głowę z dół zobaczyłam przed sobą twarz Justina.
- BOŻE! Co ty tu robisz ? Chcesz żebym na zawał padła ? – krzyknęłam.
- Wybacz, nie mogłem się powstrzymać. Ale przynajmniej już nie płaczesz – uśmiechnął się.
- Widzisz… Robię postępy. – powiedziałam odwzajemniając uśmiech.
- Słuchaj… Mogę zająć ci chwilę ?
- Pewnie. Co jest ?
- No więc.. Widziałem jak twój brat wybiegł z domu a ty zaraz za nim. Potem widziałem że nagle się zatrzymał jak na jakiś.. hmm… rozkaz. Coś się stało ?
- Ehh.. Dzieje się cały czas. Odkąd skończyłam jakieś 5 lat. – spuściłam głowę w dół.
- Mogę wiedzieć..? – Zapytał Juju niepewnie.
- Możesz… Ale ostrzegam, że to długa i dość nudna historia.
- Na pewno nie. Opowiadaj. – rzekł. A ja opowiedziałam mu o rozstaniu rodziców, Filipie i naszym stosunku do niego, o tym jak przez to mój brat pali i mamy przez niego problemy, bo nie dajemy rady. Justin słuchał mnie bardzo uważnie.
- Więc Twój brat przez to pali – powiedział Bieber kiedy skończyłam.
- Tak, przez to ciągle muszę tylko UDAWAĆ, że jest okay.
- Nie wiedziałem. Wybacz.
- Nie mam czego ci wybaczać. Masz podobnie.
- Z tym, że nie mam ojczyma, siostry czy brata od mamy, ani takiego problemu.
- Jakoś dajemy razem radę.
- Chwila.. Czyli to dlatego jesteś z bratem aż tak blisko ? – upewnił się Biebs.
- Tak, dokładnie. Przysięgliśmy sobie, że zawsze będziemy się wspierać. Przysięga powstała gdy ja miałam niecałe 6 lat, a Alan 9.
- Wow. To już dobre 10 lat.
- Tak, a Alan mimo wszystko nie da mi zrobić krzywdy, od czasu, kiedy zobaczył, że Filip mnie uderzył.
- Ile miałaś wtedy lat ? I co się stało ? Jeśli mogę zapytać oczywiście.
- Ammm… Miałam wtedy chyba 6-7lat. Biegłam do salonu i po drodze stłukłam jakiś wazon, który przywiózł Filip z Anglii. Ponoć bardzo drogi. Mamy nie było w domu. Alan stał wtedy gdzieś koło kuchni, z której dobrze było widać salon. Filip strasznie się wściekł, zamachnął się i uderzył mnie tak, że się przewróciłam.
- O Boże… To straszne, tak uderzyć 7-letnie dziecko ?
- To jeszcze nie koniec – powiedziałam, a Bieber znów włączył swój bystry słuch – Więc.. Kiedy upadłam, Alan przybiegł do mnie i pierwszy raz zwyzywał Filipa, po czym podniósł mnie, kopnął Filipa, złapał mnie za rękę i zaprowadził do pokoju, gdzie zobaczył coś mi się stało. Na szczęście nic mi nie było.
- Masz wspaniałego brata. – powiedział Biebs, po czym spytał jeszcze - Czyli Filip potrafi uderzyć każdego ?
- Tak, dlatego martwimy się o mamę.
- Rozumiem.. Jeszcze jedno pytanie i już cię nie będę męczył. Co powiedziałaś bratu, że z tak szybkiego tempa zatrzymał się bez namysłu.
- Ammm.. Krzyczałam do niego i nie chciał się zatrzymać.. Więc w końcu dodałam „Nie zostawiaj mnie!” nawet nie byłam świadoma tego, że tak szybko się zatrzyma i odwróci.
- Wspaniały brat. O lepszym chyba można tylko pomarzyć.
- A żebyś wiedział! Nie wymieniłabym go na nic innego.
- Nawet na mnie ? – zapytał podchwytliwie.
- Nawet na ciebie, mimo, że to dość kuszące – zaśmiałam się.
- NICOLE! – usłyszałam nagle krzyk Alana i spojrzałam w górę. – Chodź już do domu! Jest 9.00pm!
- Zaraz będę braciszku! – odkrzyknęłam mu.
- Martwi się. Lepiej już idź. – powiedział Bieber podnosząc się.
- No chyba będę szła – stwierdziłam, a Juju pomógł mi wstać.
- To do zobaczenia – powiedział przytulając mnie.
- Do zobaczenia – uśmiechnęłam się, a Justin przebiegł na drugą stronę ulicy.
- LUV YAH! – krzyknął otwierając drzwi.
- Love ya too! – odkrzyknęłam wchodząc do środka. Zdjęłam kurtkę i szybko pobiegłam na górę do Alana. 

2 komentarze:

  1. cuuuuuuuuuuudowne *_________* brak słów <3

    +[zamienmy-sie-zyciem.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy26.12.12

    No ja już nie wiem co Ci mam pisać, no.
    Wspaniały, boski, świetny, ciekawy, zajebisty. <3
    Czekam na nn<3
    Misiek

    OdpowiedzUsuń