Wyglądałam przez to
okno dość długo. Nagle przypomniało mi się, że niedawno kupiłam tanią kamerę,
mogę wszystko nagrać! Wyciągnęłam kamerę z torby i przystawiłam ją do okna.
Myślałam, że nic nie będzie widać, a jednak! Wszystko było widoczne jak na
dłoni. Ten „wielki, wielki świat, w którym tak łatwo można się zgubić”. Kiedy
skończyłam nagrywać, przewinęłam do początku. Zobaczyłam nagranie ze swoich
urodzin. Nasze głupawki. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
Odłożyłam moją cam. Z powrotem włączyłam muzykę i zasnęłam.
Obudziły mnie krzyki mamy: „ZAPNIJ PASY! LĄDUJEMY!”. Szybko je zapięłam. Nim się obejrzałam byliśmy na miejscu. Przespałam kilka… naście godzin. Lista muzyki przeleciała 4 razy.
Wysiadłam i zanim nawet zdążyłam wyciągnąć bagaże, zderzyłam się z jakąś dziewczyną.
- Umm… I’m sorry. – powiedziałam jąkając się. Ona popatrzyła się na mnie jak na wyrzutka i poszła dalej. Czy wszystkie Amerykanki są tak wredne ? Mam nadzieję, że nie.
- Halo ? – odebrałam dzwoniący telefon.
- Heeeeeej! – krzyknęła czwórka przyjaciół.
- O hej! Tęsknię za wami! – powiedziałam.
- My też. Doleciałaś ? Jak lot ? długo już tam jesteś ? mili ludzie ? Gdzie macnie mieszkać ? Poznałaś już tego Scootera ? – przekrzykiwali się jeden przez drugiego.
- Ej, ej, ej! Spokojnie! Nie wszyscy naraz!
- Ej, ej, ej, ej, ej, ej let’s go! Me + you! I’m a tell you ONE TIME! Me + You! One time! I’m tell you One Time! One Time! – zaczęły żartować dziewczyny.
- Dobra, haha. Koniec Śpiewania laski ! – zaśmiałam się. – Dopiero wylądowałam. Zadzwonię do was wieczorem i wszystko wam opowiem. A tak nawiasem, to która u was godzina ?
- Okay! Będziemy wszyscy czekać z niecierpliwością! U nas jest po 18. A u Ciebie ?
- Boże.. u mnie 9 rano.. Muszę kończyć! – powiedziałam.
- okok! Paaa – rozłączyli się.
Wzięłam swoje bagaże i poszłam na parking.
- Mamo, gdzie nasze auto ? – zapytałam.
- Scott już wysłał nam limuzynę – powiedziała.
- Uhuhu! Żebym ja się nie przyzwyczaiła do takich luksusów! – zaśmiałam się.
- No, no! – mówiła. – Pamiętaj, że możemy tu zostać.
- I to mnie właśnie martwi – mruknęłam pod nosem.
- Co mówiłaś ?
- Nie nic, mamo.
Podjechała limuzyna i zawiozła nas do centrum Los Angeles. Właściwie to do jakiejś restauracji. Dobrze, że chodziłam na te lekcje z rozszerzonym angielskim razem z matką. Filip pochodzi z Anglii więc nie mamy problemu z dogadaniem się. Tylko, że przez ten nasz angielski, mamy o wiele mniej kasy.
Gościu z limuzyny. Czyli… Szofer powiedział nam, że jest na każde nasze wezwanie, bo Scott mu zapłacił. Fajnie! Mam szofera! Uhuhuh !
Weszliśmy do środka restauracji, jednak nigdzie nie widzieliśmy nikogo, kto by wyglądał choć trochę jak Scooter Brown. Cóż… Usiedliśmy przy jednym ze stolików. Nagle do restauracji jak burza wparował Scott, tłumacząc nam, że spóźnił się bo przedłużyło mu się nagrywanie piosenek Biebera w studiu…
Obudziły mnie krzyki mamy: „ZAPNIJ PASY! LĄDUJEMY!”. Szybko je zapięłam. Nim się obejrzałam byliśmy na miejscu. Przespałam kilka… naście godzin. Lista muzyki przeleciała 4 razy.
Wysiadłam i zanim nawet zdążyłam wyciągnąć bagaże, zderzyłam się z jakąś dziewczyną.
- Umm… I’m sorry. – powiedziałam jąkając się. Ona popatrzyła się na mnie jak na wyrzutka i poszła dalej. Czy wszystkie Amerykanki są tak wredne ? Mam nadzieję, że nie.
- Halo ? – odebrałam dzwoniący telefon.
- Heeeeeej! – krzyknęła czwórka przyjaciół.
- O hej! Tęsknię za wami! – powiedziałam.
- My też. Doleciałaś ? Jak lot ? długo już tam jesteś ? mili ludzie ? Gdzie macnie mieszkać ? Poznałaś już tego Scootera ? – przekrzykiwali się jeden przez drugiego.
- Ej, ej, ej! Spokojnie! Nie wszyscy naraz!
- Ej, ej, ej, ej, ej, ej let’s go! Me + you! I’m a tell you ONE TIME! Me + You! One time! I’m tell you One Time! One Time! – zaczęły żartować dziewczyny.
- Dobra, haha. Koniec Śpiewania laski ! – zaśmiałam się. – Dopiero wylądowałam. Zadzwonię do was wieczorem i wszystko wam opowiem. A tak nawiasem, to która u was godzina ?
- Okay! Będziemy wszyscy czekać z niecierpliwością! U nas jest po 18. A u Ciebie ?
- Boże.. u mnie 9 rano.. Muszę kończyć! – powiedziałam.
- okok! Paaa – rozłączyli się.
Wzięłam swoje bagaże i poszłam na parking.
- Mamo, gdzie nasze auto ? – zapytałam.
- Scott już wysłał nam limuzynę – powiedziała.
- Uhuhu! Żebym ja się nie przyzwyczaiła do takich luksusów! – zaśmiałam się.
- No, no! – mówiła. – Pamiętaj, że możemy tu zostać.
- I to mnie właśnie martwi – mruknęłam pod nosem.
- Co mówiłaś ?
- Nie nic, mamo.
Podjechała limuzyna i zawiozła nas do centrum Los Angeles. Właściwie to do jakiejś restauracji. Dobrze, że chodziłam na te lekcje z rozszerzonym angielskim razem z matką. Filip pochodzi z Anglii więc nie mamy problemu z dogadaniem się. Tylko, że przez ten nasz angielski, mamy o wiele mniej kasy.
Gościu z limuzyny. Czyli… Szofer powiedział nam, że jest na każde nasze wezwanie, bo Scott mu zapłacił. Fajnie! Mam szofera! Uhuhuh !
Weszliśmy do środka restauracji, jednak nigdzie nie widzieliśmy nikogo, kto by wyglądał choć trochę jak Scooter Brown. Cóż… Usiedliśmy przy jednym ze stolików. Nagle do restauracji jak burza wparował Scott, tłumacząc nam, że spóźnił się bo przedłużyło mu się nagrywanie piosenek Biebera w studiu…
No no:D
OdpowiedzUsuńNareszcie Justin :D
Misiek