sobota, 29 grudnia 2012

Rozdział 16. - „Down To Earth”


                Zapukałam do pokoju brata i usłyszałam „proszę!”, więc weszłam. 
- Więc.. Co tam u Twojego chłopaka ? – zapytał Alan.
- Chłopaka ? Oj przestań. – uśmiechnęłam się.
- O czym gadaliście ?
- Amm.. Justin pytał o to co się tu dzieje. Opowiedziałam mu.
- Okay.. Nie wiem czy to dobrze. Ale Ci ufam.
- Spokojnie, Justin jest ponoć bardzo zaufanym kumplem. – powiedziałam.
- Mam taką nadzieję. Siostra.. Ja radzę iść spać, bo jeśli Scott rano zadzwoni będziemy nieprzytomni.
- Okay. Pójdę się jeszcze umyć..
- Mhmm.. Dobranoc. Kocham Cię.
- Też Cię kocham brat! Dobranoc – rzekłam wychodząc. Poszłam szybko do łazienki wykąpać się. Kiedy wyszłam było już po 10.00pm. Więc położyłam się spać.
                Rano obudziłam się koło 11:00am. Od razu chwyciłam za telefon, który pokazywał, że mam wiadomość. To od Scotta. O 6.00pm. mam jakieś spotkanie w radiu… Już mi się nie chce jechać. Powolnym ruchem oparłam się na rękach i podniosłam do pozycji siedzącej. Nagle usłyszałam pukanie.
- Proszę! – krzyknęłam i zaczęłam przecierać oczy.
- Hay! – usłyszałam głos mówiący do mnie. Ale nadal przecierałam zaspane oczy. Kiedy przestałam zobaczyłam Justina.
- O Boże… Hej – odpowiedziałam, będąc z szoku.
- Nie jestem Bogiem… Jeszcze – zażartował Justin.
- Hahah.. Nie to żeby coś, ale… Co Ty tu robisz ? – spytałam.
- Twoja mama mnie wpuściła – rzekł i uśmiechnął się do mnie.
- Tego się domyśliłam.. Ale to nie wyjaśnia mi, po co przyszedłeś.
- Przyszedłem, bo… bo przyszedłem.
- Okaaay ? Zaczynam się Ciebie baaaaać ?
- Nie masz czego shawty. – odrzekł – Wiesz… nie mogłem dzisiaj zasnąć.
- Dlaczego ? – zdziwiłam się.
- Tyle mi o sobie opowiedziałaś i poczułem, że wiem jak się czujesz w pewnym stopniu.. I że Ty wiesz, jak czuję się ja.
- No tak.. prawdopodobnie oboje wiemy – powiedziałam i usiadłam po turecku, pokazując Justinowi, aby usiadł.
- Nie wiem czy czujemy dokładnie to samo, ale… - mówił siadając na łóżku obok mnie – ale ta sprawa z Twoim ojczymem mnie niepokoi.
- Czemu ? Przecież nie jest jakoś tragicznie.
- Ale skoro Cię uderzył…
- Ale to było dawno – przerwałam mu.
- To dlaczego boicie się o mamę ?
- Wiesz… No fakt faktem, on ma swoje niekontrolowane ruchy.
- No widzisz. – powiedział i chyba zobaczył, że nagle posmutniałam. – Coś się stało ? Może nie powinienem pytać ?
- Nie, nie… Wszystko w porządku. Po prostu chciałabym, żeby było tak jak dawniej… Żeby była mama i tata… a nie ON. Filip kompletnie nas nie szanuje i widać, że nie kocha naszej mamy a ona… - w tym momencie popłynęła mi łza. Justin wstał z łóżka a ja wgapiałam się w nie dalej. Po chwili Biebs usiadł na nie z powrotem, z gitarą w ręku… Spojrzałam na niego… A on bez jakiej kolwiek odpowiedzi czy pytania zaczął grać i śpiewać: „
I never thought that it be easyCause we both so distance now, and the walls are closing in on us...” Dołączyłam do niego w refrenie i zaczęłam śpiewać sama drugą zwrotkę „Mommy you will always and somewhere, and daddy I live outta town So tell me how could I ever be normal somehow ?”. Justin przygrywał na gitarze. Jemu również popłynęła łza. Teraz już oboje dobrze wiedzieliśmy, że jesteśmy w podobnej sytuacji.
Kiedy piosenka skończyła się, Juju uśmiechnął się do mnie… W głębi duszy chciało mi się płakać, ryczeć jak małemu dziecku.. Widziałam, że uśmiech Justina też nie jest najszczerszy.
- Wiesz co…? – zaczął mówić a ja podniosłam głowę do góry – znam Cię niespełna 2 dni, a czuję jakbym znał Cię całe życie.
- No widzisz.. Może dlatego, że teraz i Ty znasz moją historię, a ja Twoją…
- Możliwe. – rzekł i spojrzał na zegarek. Była 12.00pm. Zorientowałam się, że siedzę jeszcze w pidżamie, chodź jest południe…
- Am… Justin.
- Tak wiem, już idę do Twojego brata – podniósł się, odstawił  gitarę i wyszedł. Po chwili jednak – Nicole… - zawahał się, otwierając moje drzwi.
- Tak ?
- Masz na dzisiaj plany ?
- Um… Miałam iść z bratem do galerii po prezenty, a o 6pm. mam wywiad, a czemu pytasz ?
- Mógłbym iść z wami ? – uśmiechnął się chyba najszerzej jak to możliwe.
- Pewnie. – uśmiechnęłam się.
- Okay, dzięki. – puścił mi oczko i wyszedł.
Ja powolnym ruchem zsunęłam się z łóżka i poszłam poszukać czegoś w szafie…  ubrałam się w http://stylistki.pl/fiolet-czern-biel-dziewczyna-skate--165958/

Po chwili przeszłam do łazienki, pomalowałam rzęsy i poszłam do pokoju mojego brata.
- Łooooo – usłyszałam wchodząc.
- Bożeee – odezwał się drugi głos.
- Co jest ? – spytałam.
- Wyglądasz… Łaaał – powiedział Juju.
- Hahah. Dziękuję.
- Ona zawsze mówiła to samo o Tobie, oglądając Twoje filmiki, lub przeglądając zdjęcia. – powiedział mój brat.
- ALAN! – krzyknęłam, a Justin się uśmiechnął.
- Too.. jedziemy ? – zapytał po chwili Justin.
- Ale autobus najwcześniej będzie za 30min – powiedziałam.
- Co ? Autobus ? Hahah. Podwiozę was. – rzekł Juss.
- Ale przeżyjemy ?
- Oczywiiiiiiiście. – powiedział Justin i wszyscy poszliśmy do jego garażu. 

niedziela, 23 grudnia 2012

Rozdział 15. – „Born To Be Somebody”


Jutro wstawiam bonusa na bloga! Rozdział + niespodziewanka ;33 
________________________
 - Alan! Alan zatrzymaj się! – krzyczałam do niego, ale on dalej szedł przed siebie w ciemności, gdzie świeciły tylko latarnie. Do oczu napłynęły mi łzy. – Alan proszę bracie! … Nie zostawiaj mnie. – w tym momencie Alan zatrzymał się i odwrócił w moją stronę.
- Nie wrócę do domu – mruknął zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
- Nie każę ci wracać. Powiedz, co cię ugryzło ?
- Co mnie ugryzło ?! Ten człowiek ma nas głęboko w dupie i myśli, że jak czasem da nam trochę kasy i się uśmiechnie, to wszystko jest okay ?! – denerwował się Alan.
- Ej, spokojnie. Alan, ja wiem, bo czuję dokładnie to samo co Ty. Jest z nim ciężko, ale…
- Ale co ? Przecież nic się z nim zrobić nie da. Czy on w ogóle kocha naszą mamę ? – przerwał mi.
- Nie wiem.. Ale podejrzewam, że tak.
- Kiedy ostatnio widziałaś żeby ją chociażby przytulił ? – spytał.
- Ummm… Nie mam pojęcia.
- Właśnie. On z nią jest bo to nieudacznik. Nie ma co ze sobą zrobić i gdzie się podziać – mówiąc to, mój brat wyciągnął i podpalił papierosa.
- Może masz rację, a może nie masz.. Tego nie wiemy. Ale spokojnie, proszę Cię.
- Dobra – mruknął. Przez krótką chwilę panowała cisza. Alan palił a ja obok szłam i rozglądałam się, jednak było zbyt ciemno, by cokolwiek dostrzec. Miałam wrażenie, że ktoś za nami idzie, gwałtownie się odwróciłam, ale zawało się, że nikogo tam mnie ma.
- Co jest ? – zaniepokoił się brat.
- Nic, nic. Tylko wydawało mi się, że ktoś tam jest.
- Spokojnie siostra. Wracajmy już. – jak powiedział, tak też zrobiliśmy. Około godziny 7.30pm byliśmy pod domem. Alan otworzył drzwi.
- Nie wchodzisz ? – spytał zdziwiony.
- Nie. – odrzekłam – Posiedzę chwilę na schodach. Zaraz  wejdę.
- Dobrze. W razie czegoś dzwoń. – powiedział i wszedł do środka. Na dworze panowała cisza. Usiadłam na schodach i rozmyślałam o tym co się teraz dzieje patrząc w niebo. A niebo było jakby puste. Nie mam pojęcia czy zachmurzone, czy może po prostu nie było widać gwiazd z innego powodu. Nagle mało nie padłam na zawał, kiedy spuszczając głowę z dół zobaczyłam przed sobą twarz Justina.
- BOŻE! Co ty tu robisz ? Chcesz żebym na zawał padła ? – krzyknęłam.
- Wybacz, nie mogłem się powstrzymać. Ale przynajmniej już nie płaczesz – uśmiechnął się.
- Widzisz… Robię postępy. – powiedziałam odwzajemniając uśmiech.
- Słuchaj… Mogę zająć ci chwilę ?
- Pewnie. Co jest ?
- No więc.. Widziałem jak twój brat wybiegł z domu a ty zaraz za nim. Potem widziałem że nagle się zatrzymał jak na jakiś.. hmm… rozkaz. Coś się stało ?
- Ehh.. Dzieje się cały czas. Odkąd skończyłam jakieś 5 lat. – spuściłam głowę w dół.
- Mogę wiedzieć..? – Zapytał Juju niepewnie.
- Możesz… Ale ostrzegam, że to długa i dość nudna historia.
- Na pewno nie. Opowiadaj. – rzekł. A ja opowiedziałam mu o rozstaniu rodziców, Filipie i naszym stosunku do niego, o tym jak przez to mój brat pali i mamy przez niego problemy, bo nie dajemy rady. Justin słuchał mnie bardzo uważnie.
- Więc Twój brat przez to pali – powiedział Bieber kiedy skończyłam.
- Tak, przez to ciągle muszę tylko UDAWAĆ, że jest okay.
- Nie wiedziałem. Wybacz.
- Nie mam czego ci wybaczać. Masz podobnie.
- Z tym, że nie mam ojczyma, siostry czy brata od mamy, ani takiego problemu.
- Jakoś dajemy razem radę.
- Chwila.. Czyli to dlatego jesteś z bratem aż tak blisko ? – upewnił się Biebs.
- Tak, dokładnie. Przysięgliśmy sobie, że zawsze będziemy się wspierać. Przysięga powstała gdy ja miałam niecałe 6 lat, a Alan 9.
- Wow. To już dobre 10 lat.
- Tak, a Alan mimo wszystko nie da mi zrobić krzywdy, od czasu, kiedy zobaczył, że Filip mnie uderzył.
- Ile miałaś wtedy lat ? I co się stało ? Jeśli mogę zapytać oczywiście.
- Ammm… Miałam wtedy chyba 6-7lat. Biegłam do salonu i po drodze stłukłam jakiś wazon, który przywiózł Filip z Anglii. Ponoć bardzo drogi. Mamy nie było w domu. Alan stał wtedy gdzieś koło kuchni, z której dobrze było widać salon. Filip strasznie się wściekł, zamachnął się i uderzył mnie tak, że się przewróciłam.
- O Boże… To straszne, tak uderzyć 7-letnie dziecko ?
- To jeszcze nie koniec – powiedziałam, a Bieber znów włączył swój bystry słuch – Więc.. Kiedy upadłam, Alan przybiegł do mnie i pierwszy raz zwyzywał Filipa, po czym podniósł mnie, kopnął Filipa, złapał mnie za rękę i zaprowadził do pokoju, gdzie zobaczył coś mi się stało. Na szczęście nic mi nie było.
- Masz wspaniałego brata. – powiedział Biebs, po czym spytał jeszcze - Czyli Filip potrafi uderzyć każdego ?
- Tak, dlatego martwimy się o mamę.
- Rozumiem.. Jeszcze jedno pytanie i już cię nie będę męczył. Co powiedziałaś bratu, że z tak szybkiego tempa zatrzymał się bez namysłu.
- Ammm.. Krzyczałam do niego i nie chciał się zatrzymać.. Więc w końcu dodałam „Nie zostawiaj mnie!” nawet nie byłam świadoma tego, że tak szybko się zatrzyma i odwróci.
- Wspaniały brat. O lepszym chyba można tylko pomarzyć.
- A żebyś wiedział! Nie wymieniłabym go na nic innego.
- Nawet na mnie ? – zapytał podchwytliwie.
- Nawet na ciebie, mimo, że to dość kuszące – zaśmiałam się.
- NICOLE! – usłyszałam nagle krzyk Alana i spojrzałam w górę. – Chodź już do domu! Jest 9.00pm!
- Zaraz będę braciszku! – odkrzyknęłam mu.
- Martwi się. Lepiej już idź. – powiedział Bieber podnosząc się.
- No chyba będę szła – stwierdziłam, a Juju pomógł mi wstać.
- To do zobaczenia – powiedział przytulając mnie.
- Do zobaczenia – uśmiechnęłam się, a Justin przebiegł na drugą stronę ulicy.
- LUV YAH! – krzyknął otwierając drzwi.
- Love ya too! – odkrzyknęłam wchodząc do środka. Zdjęłam kurtkę i szybko pobiegłam na górę do Alana. 

czwartek, 20 grudnia 2012

Rozdział 14. – „Where Are You Now ?”


Wiem, że długo nie pisałam, ale zajęcia i nauka mi nie pozwalały :/
Postaram się dodawać notki systematycznie! Miłego czytania! <3
____________________________________
                
Justin zaczął śpiewać. Ja i Alan przez chwilę wahaliśmy się, no ale cóż.. Chyba każdy lubi sobie czasami „podudać”. Szliśmy więc i śpiewaliśmy tak: „Wszyscy dzisiaj nucą tak: Duda! Duda! Wszystkim miło płynie czas! Wszystkim Duda Hej!”. Tak, to była jedyna nasza piosenka na całą naszą drogę, ale było całkiem śmiesznie. Kiedy doszliśmy Alan pożegnał się z Bieberem. Ja też podeszłam aby się pożegnać – Juju przytulił mnie, a ja myślałam że zaraz znowu popłaczę się ze szczęścia. Powstrzymałam się jednak i razem z bratem weszłam do domu. 
- Gdzie byliście ? – otrzymaliśmy pytanie na wejściu od rodziców.
- Amm… Na spacerze po okolicy – rzekł mój brat.
- Gdzie dokładnie ?
- Am.. Wszędzie.. Wiece że niedaleko jest sklep, a kawałek dalej cukiernia ? – odpowiedziałam im szybko.
- No tak. Okay, możecie iść na górę. Za godzinę będzie kolacja! – krzyknęła mama kiedy wchodziliśmy już na górę. Weszłam do swojego pokoju, a Alan zaraz za mną. Usiadłam na łóżku.
- Siostra, nie uważasz, że Justin dziwnie na nas patrzył ? Jak na jakichś takich wyrzutków nad którymi się litują ?
- Nie, dlaczego ? – zdziwiłam się.
- Nie widziałaś tego jak patrzył na nas kiedy zatrzymałem Cię nim wyszłaś ?
- Widziałam, ale wydaje mi się, że on po prostu tego do końca nie rozumie…
- Co masz na myśli ? – spytał.
- Tego, że sam wiesz jak jesteśmy zżyci. A on tego nie wie. On ma rodzeństwo tylko od strony ojca. Z resztą zna nas ledwo jako postacie.. Nie zna historii.
- Może kiedyś pozna.
- Możliwe braciszku. Na razie jednak o nic nie pytał, może się wstydził, albo myślał, że nie wypada.
- Hmmm… Też tak może być. Too.. Co robimy ?
- Umm… Wiesz, jest już początek grudnia, a my nie mamy jeszcze nic na gwiazdkę.
- Fakt. Więc może jutro, jeśli nie będziemy mieć żadnych zadań od Scotta pojedziemy do centrum ?
- Okay. Nie ma problemu. – powiedziałam otwierając laptopa.
- Ey, dasz mi coś sprawdzić ? – spytał nagle Alan.
- Pewnie – odrzekłam kładąc mu laptopa na kolanach. Wtem Alan wszedł na Facebooka i przeglądał wiadomości z jakąś dziewczyną.
- Kto to ? – spytałam po chwili.
- To ? Ahm.. Nikt taki. Na Imię ma Isabella i mieszka ponoć niedaleko. Napisała do mnie, bo przyjechała tu niedawno z Kanady.
- Uuu.. Podoba Ci się ? – szturchnęłam go w ramię.
- Co ? Nie, nie. Ma chłopaka – zaśmiał się. – miałem jej tylko napisać gdzie jest przystanek.
- Mhmmm… Powiedzmy, że na razie w to wierzę. – uśmiechnęłam się. Gdy nagle mama zawołała nas na kolację. Powolnym krokiem ruszyliśmy w stronę jadalni. Dawno nie jedliśmy razem, ale to dlatego, że Filip nigdy nie ma czasu. A mama bez Filipa nie chce jeść. Nie powiem, że za nim przepadam, no ale nic nie mogę poradzić. Razem z Alanem musimy dać radę.
- Jak wam minął dzień ? – spytał nasz ojczym.
- Zwyczajnie – odrzekłam krótko.
- Mhmm… No a co robiliście ?
- Chodziliśmy sobie.. Widzieliśmy Biebera. Nawet fajnie. – powiedziałam, a Alan dodał po chwili.
- Czemu tak nagle się tym interesujesz ?
- Alan! – upomniała go mama głosem pod tytułem „grzeczniej!”
- Nie tak nagle, po prostu mam dużo pracy. – uśmiechnął się, lecz jakoś nas to nie poruszyło. Kończyliśmy już jeść. Zawsze staramy się to robić jak najszybciej.
- A co z waszą nauką ? – ciągnął dalej Filip. Po twarzy brata widziałam że już długo tu nie wytrzyma.
- Scott załatwi nam nauczanie domowe. – odpowiedziałam.
-Domowe ? Nie wiem czy to będzie dla was dobre. – rzekł a Alan ni z tego ni z owego wybuchnął.
- TY W OGÓLE NIE WIESZ CO JEST DLA NAS DOBRE! Nigdy tego nie wiedziałeś i nawet nie starałeś się dowiedzieć. Nigdy o nic nie pytałeś i ledwo co czasami się odezwałeś. Nigdy nie byłeś nadmiernie miły dla nas. I co najważniejsze NIGDY – NIE – ZASTĄPISZ – NAM – OJCA! – Ostatnie wyrazy strasznie mocno zaakcentował. Po czym wstał od stołu, wziął kurtkę i wyszedł.
Mama patrzała na mnie, ja na nią, a Filip nie wiedział co się dzieje. Bez chwili zastanowienia wzięłam swoją kurtkę i wybiegłam za nim.

środa, 12 grudnia 2012

Rozdział 13. – „Die In Your Arms”


                Rano wstałam w zaskakująco dobrym humorze, gdyż obudził mnie właśnie brat. Nie dostałam żadnej wiadomości od Scotta, więc dzień chyba miałam wolny. Podniosłam się z łóżka i zorientowałam się, że jest już listopad.. Było dość ciepło, więc założyłam: http://stylistki.pl/luzacki-taki-d-119550/. Zajrzałam do brata i spytałam, czy chce się ze mną przejść. Niestety odmówił mi, gdyż stwierdził że źle się czuje. Cóż… Wzięłam słuchawki i wyszłam z domu. 
                Szłam dość długo przez osiedle, potem przeszłam obok przystanku, na słuchawkach „Die In Your Arms” . Mogłam iść wszędzie.. Jednak coś mnie zaintrygowało. Dom, który wyglądał na bardzo stary i już nie zamieszkały. Zaczęłam go oglądać… wydał mi się trochę straszny, ale nie zawróciłam obejrzałam go z każdej strony za nim była jakaś ścieżka… Okropnie zaciekawiło mnie dokąd ona prowadzi, więc bez chwili wahania weszłam na nią. Szłam i szłam… Wydawała się ona nie mieć końca, zwłaszcza, że po paru minutach byłam w lesie.. Na końcu lasu zobaczyłam jakieś światło, a światło oznacza wyjście… Przyśpieszyłam i nagle przed oczyma ukazało mi się jezioro. Wielkie i piękne. Gdzieniegdzie były drzewa i jedno miejsce, jakby ‘wysiedziałe’… jakby ktoś codziennie tam bywał.. Chociaż jezioro i otoczenie wydawały mi się całkiem oderwane od rzeczywistości…
- Widzę, że odkryłaś moje tajemne miejsce – usłyszałam nagle głos zza pleców i zamarłam. Przez chwile nie odzywałam się i nie ruszałam jednak odwróciłam się i zobaczyłam Justina.
- T-t-twoje t-tajne miejsce ? – jąkałam się, a ręce zaczęły mi się trząść a do oczu znów napłynęły mi łzy.
- Ej nie płacz.. – powiedział Bieber. – Jeśli będziesz to robić za każdym razem kiedy mnie widzisz to raz, że będzie mi przykro, dwa, że dość często będziesz płakać.
- Okay – powiedziałam, ale łzy szczęścia ciągle napływały mi do oczu.
- Chyba nie chcesz, żeby było mi przykro, hmm ?
- Nieeee – odpowiedziałam biorąc głęboki wdech.
- No to powiedz – mówił siadając obok mnie – co tutaj robisz ?
- Ammm… zaciekawił mnie taki stary dom, ma chyba tylko parter z tego co widziałam i jest cały z drewna.
- Tak wiem.. Ale on tylko na pozór jest stary.
- Jak to ? – zdziwiłam się.
- Nie wiem czy mogę Ci to powiedzieć.. – zawahał się Juju – … Ale tam w środku jest salon gier. Mój salon gier.
- Żartujesz.
- Nie, nie żartuję. Po prostu wiem, że ludzie nie zbliżają się do takich domów. A on jest całkowicie bezpieczny. Kazałem go tak wybudować – uśmiechnął się.
- No… to jest pomysłowe. – odwzajemniłam uśmiech.
- Mogę Ci go pokazać, ale nie możesz powiedzieć nikomu. Okay ?
- Ammmm…
- Co jest ?
- Bo.. Ja zawsze o wszystkim mówiłam bratu, więc..
- Rozumiem… Możesz zadzwonić po brata. – powiedział i dał mi swój telefon. Zadzwoniłam po Alana i dokładnie wytłumaczyłam mu gdzie ma iść… Na początku upierał się przy tym, że źle się czuje, ale jednak udało mi się go przekonać.
                Po około 10 minutach Alan przyszedł pod dom, gdzie czekałam już z Justinem.
- Yoo Biebs – przywitał się mój brat.
- Yoo. – odpowiedział.
- To co było tak ważnego, co chcieliście mi pokazać ? – spytał Alan, a Bieber po prostu odwrócił się w stronę domu mówiąc „chodźcie”. Tak też zrobiliśmy. Justin otworzył drzwi i dał ręką znak, że mamy wejść.. W tym momencie moim oczom ukazało się coś wspaniałego.. Jeden wielki pokój pełen automatów, z X-box’em 360, Nintendo wii i chyba milionem gier.
- Wooooow – powiedział mój brat, bo tego słowami nie można było określić.
- Jak wam się podoba ?  - zapytał Justin.
- Boże.. Ty się jeszcze pytasz ? To jest wspaniałe! – oznajmiłam.
- Wspaniałe ? To jest ziemia obiecana! – zażartował mój brat.
- Cieszę się, że wam się podoba. – uśmiechnął się Biebs.
- Mam tylko jedno pytanie… - zaczęłam.
- Umm.. Tak ?
- Czy na tej sofie co tam stoi – pokazałam w róg pokoju – można spać ?
- Owszem. Czasami tu sypiam. Tam za drzwiami jest łazienka. – odpowiedział mi.
- Woow… Nie wierzę. – rzekłam, kiedy mój brat już dawno zabrał się za grę na X-Box-ie.
- Uwierz. Jakby coś, zawsze możecie tu nocować. Nawet mogę wam dać klucz – powiedział – tylko żeby NIKT się o tym nie dowiedział.
- Jej.. Dobrze. – odrzekłam trochę zszokowana, a Juju odczepił jeden klucz i włożył mi go do kieszeni spodni. Po chwili odruchowo spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że jest już 4.00pm. Czas strasznie szybko mi zleciał. Alan nie wykazywał nawet najmniejszej ochoty na wyjście z tego domu, jednak musieliśmy iść.. Chociaż na chwile.. Nie możemy być cały dzień poza domem nie dając znaku życia.
- Alan! ALAN! – próbowałam wyrwać go z transu grania.
- Cooooo ? – zareagował w końcu.
- Już po 4.00pm! Musimy iść.
- To Ty idź, a ja tu zostanę! – zaproponował dość chamsko Alan.
- Serio ? Mam iść ? Okay. Okay. – powiedziałam i już miałam wychodzić, gdy nagle ktoś złapał mnie za rękę.
- Nie siostra. Idę z Tobą. – powiedział Alan. Nawet nie zauważyłam kiedy wstał. Justin dość dziwnie się na nas popatrzył. Nie dziwię mu się. Nikt tak naprawdę nie wie, jak silna więź łączy mnie i brata. Jak przez rodziców jedno chroniło drugiego. Alan był zawsze silniejszy psychicznie jak i fizycznie, ale był też czas, kiedy to on potrzebował mojego wsparcia, kiedy już całkowicie nie dawał  rady.
                W ciszy wyszliśmy z ‘salonu gier’ i ruszyliśmy w stronę domów. Cisza nie trwała zbyt długo, bo żadne z nas jej nie lubi.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Rozdzial 12 – „As Long As You Love Me”


               Po przyjeździe do domu poszliśmy do salonu, gdzie była mama i Filip. Oczywiście zadawali mnóstwo pytań jak było, co się działo, czy się wszystkim podobało. Ale Alan powiedział najpierw:
- Zatkajcie na początek uszy! – Tak też zrobili. Zrozumiałam, że mogę wtedy krzyknąć. Tak też zrobiłam wydarłam się z radości. Po czym moi rodzice spytali, czemu aż tak się cieszę. Mój brat popatrzał na nich miną pod tytułem: „Na czyj widok ona się jara ? Serio nie wiecie ?”
- Widziałaś Biebera czy co ?
- A żebyś wiedziała, że widziałam !  Ajajajajjjj !
- Jak to ? – spytał Filip.
- Przyszedł w połowie naszego występu. A potem do nas podszedł! Nawet nie wiecie jak się cieszę! Spełnienie największego na świecie marzenia!
- Rozumiemy i cieszymy się Twoim szczęściem skarbie! – powiedziała mama.
- Dobra, ja lecę na górę. – Powiedziałam, dałam mamie całusa w policzek i czym prędzej pobiegłam do swojego pokoju. Alan po chwili też poszedł do swojego.
                Położyłam się na łóżku. Nic mi więcej do szczęścia nie brakowało. Może tylko przyjaciół. Postanowiłam, że na razie do nich nie zadzwonię. Byłam jeszcze zbyt podekscytowana.!
Po 15minutach leżenia w końcu chwyciłam laptopa i weszłam na Facebooka. Miałam kilka postów i tym razem kilka wiadomości. Jedna z nich była od Biebera, druga od Pawła i kilka na temat Ameryki i tego bym wracała. Sama nie wiem czemu, ale najpierw przeczytałam tą od Pawła. Pisało tam:
„Hej! Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie dobrze i że jeszcze się kiedyś zobaczymy… Wszyscy strasznie za Tobą tęsknią. Pewnie wszyscy chcą abyś do nich wróciła… Ja nie, to znaczy chciałbym, ale życzę Ci bardziej powodzenia w karierze. Bo jeśli to Cię uszczęśliwi, ja też będę  szczęśliwy. Tak jak chyba wszyscy. Jak będziesz miała czas, to odpisz. Pa :*”
Uśmiechnęłam się i odpisałam mu, że to bardzo miłe i że miałam dzisiaj pierwszy malutki występ oraz dodałam, że widziałam się z Justinem.   Potem przeczytałam wiadomość od Biebera: „Jeszcze raz gratuluję udanego występu i pięknej piosenki. Widzę też, że jesteś naprawdę wielką fanką. Bardzo kocham moich fanów :) Mam nadzieję, że jak się następnym razem zobaczymy, nie będzie już takich emocji.:3 Love ya. Justin & Pac(chomik sam się podpisał ! :o)”. To również było miłe… Odpisałam mu: „Dziękuję i mam nadzieję, że jeszcze w ogóle się spotkamy. Love u. Nicole & Alan(brat sam się podpisał ;o)”.
                To był bardzo udany dzień. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszęęę! – krzyknęłam.
- Hej, to ja. – powiedział mój brat wchodząc. – Jak emocje ?
- Już okay. Ale ciągle w to nie wierzę.
- Dlaczego ? – zapytał i usiadł obok mnie na łóżku.
- No bo to.. Justin Bieber! – oznajmiłam.
- Czy nie tego właśnie chciałaś ?
- No tego, ale.. no zrozum, że..
- Że w to czego chcemy najbardziej, najtrudniej jest nam uwierzyć i często chcemy się poddać ? – przerwał mi.
- Dokładnie… Skąd wiesz ?
- Jestem starszy.. Mam jednak nieco większe doświadczenie.
- A czego Ty tak mocno chcesz ? Poznać modelkę ? – spytałam.
- Nie..
- A czego ? Sławy, kasy ?
- Nie i nie.. Zgaduj dalej.
- To może.. chcesz być rozpoznawany ?
- Też nie. – zaprzeczył brat.
- Hmmm… Nie mam pojęcia. Powiedz, proszę – nalegałam.
- Nie wiem czy pamiętasz, ale kiedy miałaś 14 lat, powiedziałaś, żebym już nie palił…
- Pamiętam, byłam wtedy w tobą na spacerze w parku.
- Dokładnie. Paliłem już wtedy 4 lata.
- Tak, wiem.. Co w związku z tym ? – nie mogłam ogarnąć o co chodzi.
- Od czasu, gdy mi to powiedziałaś minęły dwa lata. Przez te dwa lata najpierw myślałem o tym, czy rzucić palenie. Potem bardzo staterem się to zrobić, ale 4 lata to już jest bardzo duży nałóg.
- Ale się starałeś… Awww… – Nie skończyłam bo Alan mi przerwał.
- Jednak tak mi na tym zależało, że udało mi się ograniczyć.. z całej paczki do 3-5 fajek dziennie.
- Boże.. Jaki ty jesteś kochany. – powiedziałam – Nie wiedziałam, że o tym pamiętasz i że ciągle ograniczasz. Nie poddałeś się.
- Tego nauczyłem się od Ciebie.
- Naprawdę ?
- Tak. Tak mocno wierzyłaś, że uda Ci się coś osiągnąć i tak mocno wierzyłaś że pojedziesz na koncert i zobaczysz idola.. Tak mocno wierzyłaś, że ja też uwierzyłem.
- Kochany jesteś. Najlepszy brat na świecie. – rzekłam i dałam mu buziaka.
- Dobra, moja najlepsza siostrzyczko idź spać.. Może w końcu się wyśpisz. Dobranoc. – powiedział wychodząc i gasząc światło w moim pokoju.
- Dobranoc braciszku. Kocham Cię.
Chwilę jeszcze myślałam o mojej rozmowie z bratem. Byłam pod wielkim wrażeniem.. Że on przez ten cały czas starał się mnie uszczęśliwić i bardzo chciał rzucić palenie.. To takie słodkie.. I bardzo mnie zmotywowało!  Jednak dzisiejszy dzień był męczący, mimo wszystko, więc po chwili zasnęłam. 

sobota, 8 grudnia 2012

Rozdział 11 – „Somebody to Love”


                Za kulisami czułam się już bezpiecznie. Podano mi i Alanowi wodę. Scooter przybiegł do nas.
- Byliście świetni. Ludziom strasznie się podobało!
- Super! Prawie padłam na zawał.! – krzyknęłam z sarkastycznym entuzjazmem.
- Czemu ? – spytał Scott.
- Bo miałam tremę. – rzekłam.
- A Ty Alan ? –  zapytał ciekawie.
- Też.. Ale udawałem że jest okay. Wiesz SWAAAG – rzekł Alan i napił się wody.
- A od kiedy ty mówisz ‘swag’ bracie ? – spytałam
- Od dokładnie wczoraj.. Bieber mówi to przynajmniej 3 razy na minutę.
- Weź mnie nie denerwuj ! – krzyknęłam
- Justin u was był ? – zdziwił się Scott.
- U mnie. – powiedział Alan – Ona spała – skończył wskazując na mnie.
- No to miałeś fart. Hahah. – zaśmiał się Scooter.
- Czemu ? – tym razem ja się zdziwiłam.
- Bo on rzadko przychodzi tak oooo…
- Ale on przyszedł do niej – znów pokazał na mnie. – pogadać z nią i czegoś się dowiedzieć, ale chyba była zmęczona.
- Jeśli będzie chciał to kiedyś przyjdzie jeszcze raz. Pisałaś z nim. ? – spytał jeszcze Scooter.
- Tak – uśmiechnęłam się. – I napisał sprayem na ulicy „Witam i życzę powodzenia Nicole! ~ Love ya. Justin”.
- Ah ten Bieber. Znów będę musiał płacić za ‘wandalizm’ – zażartował Scott. – Limuzyna będzie tu dopiero za jakąś godzinę. Możecie posiedzieć w kawiarni. Ja jadę jeszcze na chwilę do studia Biebera. – Powiedział wychodząc.
- Okay. – powiedziałam równo z Alanem.
                Wyszliśmy zza kulis i usiedliśmy w kącie kawiarni. Kelnerka przyjęła nasze zamówienia na koktajl. Nieoczekiwanie podeszła do mnie mała dziewczynka pytając, czy dam jej autograf.
- Awww.. Oczywiście – powiedziałam.  – Jak się nazywasz ?
- Catlin – odpowiedziała malutka, a ja szybko się podpisałam. Potem mała podeszła do Alana z tym samym pytaniem dodając jeszcze, że jest ładny, a ja się zaśmiałam, że ma branie. Alan nie zwrócił na to uwagi i również podpisał się Catlin.
                Kelnerka przyniosła nam koktajle. Popijaliśmy je i rozmawialiśmy na temat występu.. Strasznie wciągnęła nas rozmowa. Razem z Alanem myśleliśmy co będzie dalej… Po chwili zorientowaliśmy się, że przez ostatnią godzinę minęło 20minut(-.-). Strasznie nam się nudziło, ale musieliśmy tam siedzieć. Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok.. Zaczęłam się rozglądać dookoła, by ogarnąć, kto taki na mnie patrzy.. To ta trójka chłopaków, którzy weszli w połowie występu. W sumie wzrok widziałam tylko jednego, bo ta dwójka miała okulary. Ale byli obróceni  w moją stronę.
- Kto to ? – spytał Alan.
- Skąd mam wiedzieć ? Dziwnie się patrzą.
- Może się w Tobie zakochali po występie. – zaśmiał się Alan.
- A może w Tobie ?
- No może.. jak można mnie nie kochać ? – powiedział Alan zarzucając włosami.
- Oj… jakoś można – powiedziałam lekko się podnosząc i czochrając mu włosy.
- Oj przestań. Wiem, że mnie kochasz…
- No, jasne… pewnieee! Jakże mogłabym nie – śmiałam się. Nagle poczułam że coś złapało mnie za ramię. Zdrętwiałam ze strachu. Alan uśmiechnął się, a ja mnie miałam bladego pojęcia co się dzieje.
- Świetny występ. – rzekł głos zza moich pleców, a ja wciąż siedziałam nieruchomo.
- Dzięki – odpowiedział mój brat.
- Tak w ogóle to yoo Alan.
- Yoo Justeeeeeen! – Alan wstał u przywitał się z chłopakiem.
- Amm.. Możemy iść za kulisy ? – zapytał chłopak.
- Pewnie – mówił mój brat chwytając mnie za rękę i prowadząc za kulisy.
                Za kulisami otrząsnęłam się. Ale to nie trwało długo, bo ten „Justeeeen” zdjął okulary i kaptur. I właśnie wtedy ukazał mi się Bieber. Łzy ze szczęścia napłynęły mi do oczu.
- Hej shawty. – powiedział do mnie. A ja nie mogłam nic powiedzieć, bo normalnie zaczęłam płakać.
- Wielka Belieberka. Już prawie 4 lata. – rzekł Alan.
- Aww.. Nie płacz – mówił Juju przytulając mnie do siebie, a ja nie mogłam się opanować. Nie mogłam uwierzyć, że tu jestem, że on tu jest. – Nie płacz – powtórzył i odsunął mnie od siebie, ale wciąż oplatając mnie ramieniem, a mój brat otarł mi łzy. – Jest dobrze, nie płacz mała.
- Boże, ja nie wierzę – mówiłam a łzy jeszcze spływały mi po policzku.
- W co nie wierzysz ? – zapytał Justin
- W to, że TY tu jesteś.
- A jednak. Przyjechałem, bo wiedziałem że dzisiaj tu śpiewasz. – uśmiechnął się.
- Chwila. Scooter pojechał do Ciebie do studia. – powiedział Alan  i w tym samym momencie zadzwonił telefon Biebera.
- Tak ? – odebrał.
- GDZIE TY JESTEŚ ?! – usłyszeliśmy w telefonie głos Scotta.
- Ammm… Słabo Cię słyszę Scott. Coś zakłóca mi sygnał. Jakaś super gwiazda zakłóca mi syg.. – rozłączył się. Wszyscy patrzeliśmy na niego jak na wariata. – No co ? – zapytał po chwili.
- Nie powinieneś mu powiedzieć gdzie jesteś ? – zapytałam.
- Powinienem też być na właśnie na próbie w studiu. Ale wiesz, że..
- Lubisz łamać zasady… Wiem – powiedziałam uśmiechając się.
- Czy Ty…
- Nie, nie czytam Ci w myślach – znów mu przerwałam. – Upss..
- Wow. Niesamowite. Dobra, miło Cię było poznać, ale muszę już wracać, bo Scott mnie zabije.
- Okay. Po nas też zaraz przyjedzie limuzyna.
-No to.. Być może do zobaczenia. – pożegnał się Juju – O! Jeszcze jedno ! – dodał.
- Co takiego ?
- Mogę sobie zrobić z tobą zdjęcie ? – uśmiechnął się.
- Hahahah. No skoro nalegasz – zaśmiałam się.
Justin podał aparat swojemu koledze, który zrobił nam zdjęcie. Biebs podziękował, przypulił mnie, pożegnał się z Alanem i wyszedł razem z kumplami.
                Po jego wyjściu uświadomiłam sobie co właśnie się stało i wyszłam zza kulis prosto na dwór, gdzie akurat podjechała limuzyna. Brat wybiegł chwile po mnie i pojechaliśmy do domu.