środa, 3 kwietnia 2013

Rozdział 20. – „Under The Mistletoe”


- Co jest ? – spytałam go.
- Jest dopiero 8.30pm., pogadamy ?
- Amm.. Pewnie. – odpowiedziałam, ale przyznam, że trochę się tego wystraszyłam.
- To wejdź do środka.
- Moment – rzekłam i krzyknęłam z drzwi do brata – ALAAAN! Będę o 10pm ! Powiedz mamie!
- Okay! – Usłyszałam głos brata, po czym weszłam do domu Justina.
- Wooooooooooooooooooooow! – krzyknęłam wchodząc do salonu.
- Coś nie tak ?
- Właśnie wszystko tak! Twój dom jest ogromny! Ze dwa razy większy od mojego! – nie mogłam się nadziwić. Ściany salonu miały przyjemny dla oka ciemnoczerwony kolor, meble były białe, w kominku tlił się jeszcze ogień. Justin oprowadził mnie po parterze. Z salony jedno z przejść prowadziło do jadalni oraz kuchni. Kolejne drzwi były od łazienki a inne to zejście do „piwnicy”… A mówię „piwnica” gdyż to pomieszczenie, mimo że jest pod ziemią nie przypominało piwnicy… Kiedy Justin zapalił światło okazała mi się siłownia z profesjonalnym sprzętem, a w pokoju obok była sauna i Jacuzzi.
- Czego Ty nie masz w tym domu na co dzień ? – spytałam i wciąż nie mogłam uwierzyć te wszystkie cuda.
- Ummm… Na co dzień.. Nie mam tu Ciebie – uśmiechnął się.
- Awww.. – zarumieniłam się.
- Too… pokazać Ci jeszcze górę ? – spytał.
- Pewnie! – uśmiechnęłam się i poszliśmy na górę. Tam znajdował się pokój Pattie z ogromną garderobą, dwie łazienki, pokój gościnny z neonowym napisem „Never Say Never” na ścianie i pokój Juju. Był chyba największy. Dwie ściany pomalowane w odcień jasnego fioletu, a kolejne dwie na jasnoszary. Sofa, i szafy były czarne, biały stół i kilka dwa miękkie, ciemnofioletowe fotele stały na ciemnoszarym, niemalże czarnym dywaniku. W rogu stała już choinka a obok ozdoby do przystrojenia, a całkiem niedaleko drzwi na wielki balkon.
- I jak ? – spytał Bieber.
- To jest.. Wow… Wspaniałe… Nawet nie wiesz ile bym dała, aby tu nocować!
- No wiesz.. – zaczął Justin.
- Hahah. Nie Justin! – zaśmiałam się.
- Ale dlaczego ? – zrobił minkę smutnego szczeniaka.
- Amm.. Chociażby rodzice – uśmiechnęłam się.
- Mam dar przekonywania.!
- Ohh Justin. Może kiedy indziej.. Dobrze ?
- No okaaay. Ale obiecujesz ?
- Moooooże. – odpowiedziałam. – Too…  o czym chciałeś ze mną pogadać ?
- O wszystkim i o niczym – mówiąc to usiadł na kanapie i dał mi ręką znak, abym też usiadła.
- Hmmm… O czym na przykład ?
- No bo wiesz… PurpleStars i Beliebers będą teraz myślą, że jesteśmy razem.
- Tak wieeem, ale to Ty dałeś mi buziaka.
- Nie mów, że nie chciałaś! – powiedział z uśmiechem na ustach.
- Chciałam, bo.. to takie marzenie małej dziewczyny. – odpowiedziałam mu, a on dał mi znów buziakaa – I właśnie jeszcze raz się spełniło.
- Słodka jesteś.
- Awwww… Nawet nie wiesz ile znaczą dla mnie te słowa. Zwłaszcza od Ciebie.
- Właśnie miałem spytać… Od ilu lat jesteś Belieberką ?
- Od… ponad 4!
- Czyli tak jakby od początku…
- Taak, szczerze mówiąc miałam przez to kilka problemów w szkole i… nawet głupie myśli samobójcze, ale Twoje nagrania, Twój głos sprawił, że… W końcu uwierzyłam, że będzie dobrze.
- Chyba nie wiesz ile TE słowa dla mnie znaczą… - powiedział Juju.
- Naprawdę ?
- Tak. Jesteś True Belieber. Nie odeszłaś mimo wszystko.
- I nie mam zamiaru odejść, mimo że już Cię poznałam. I moje wielkie marzenie się spełniło.
- Moje też. – znów się uśmiechnął.
- Chodzi Ci o to, że spełniłeś swoje sny ? Że jesteś rozpoznawany i masz miliony fanek ?
- Nie :)
- Miałeś jeszcze inne marzenie ?
- Tak, bo wiesz… Dawno nie czułem się tak swobodnie rozmawiając z kimś… A Ty po prosty na wszystko masz odpowiedź i wiesz jak się czuję.
- Awww – powiedziałam, a po policzku spłynęła mi łza szczęścia.
- Tylko znowu nie płacz.:)
- Ale ja nawet nigdy nie śmiałam marzyć że z Tobą porozmawiam… A teraz Ty.. mówisz mi takie rzeczy..
- Mówię Ci prawdę.!
- To spełnienie nawet najskrytszych marzeń Justin.
- A to też jest spełnieniem ? – po tym pytaniu Juss pocałował mnie. O tym mogłam sobie jedynie pomarzyć i to tak głęboko w sobie! Czułam się, jakbym latała, jakby to był najpiękniejszy sen.
-Wow, Justin… To było.
- Ja wiem. – powiedział mi, i nagle zadzwonił mój telefon. To Alan. Spojrzałam na zegarek. Była 10.15pm.
- Justin przepraszam, ale muszę już iść.
- Dobrze… Może spotkamy się jutro ? Jutro 1 grudnia, może.. ubierzemy choinki ?
- Okay, to możesz przyjść rano.
- Dobrze. Luv yah…
- Kocham Cię – powiedziałam mu to Polsku.
- Kofham ? – nie zrozumiał.
- To znaczy Love you po polsku.
- Oooo… A jak powiedzieć Love you too ?
- Też Cię kocham.
- Tesz cię kofham! – powiedział, a ja wyszłam z jego pokoju, zeszłam na dół, założyłam buty i przebiegłam przez ulicę do swojego domu.
                Wbiegłam do domu jak poparzona, jednym ruchem zdjęłam kurtkę i pobiegłam do pokoju mojego brata.
- Alan! – krzyknęłam na wejściu.
- Spóźniłaś sięęę – powiedział.
- No wiem, wiem… Ale słuchaj…
- Tak ?
- Ja… No.. To znaczy.. Bieber… On… mnie..
- pocałował ?
- Taaak, skąd wiesz ?
- Domyśliłem się.. – uśmiechnął się brat – i jak było ?
- NO WIESZ COO…
- No właśnie nie wiem… dlatego pytam.
- Ej no.. Chyba nie będę Ci mówiła czy Bieber dobrze całuje.. Mimo że robi to super.
- Nooo… I coś z tego będzie ? – pytał dociekliwie brat.
- Nie wiem.. Spytaj Świętego Mikołaja! >,<
- Okaaaay. Na jutro jakieś plany ?
- Ammm… Jutro sobota i idę ubierać choinkę z Juju. A potem on przychodzi do nas..
- Mmmm – mruknął Alan.
- Chyba idę za moment spać – powiedziałam.
- Ja też siorka.. Jeszcze jutro 0 10.00 idę z Isabellą na spacer.
- Z kim ? – zdziwiłam się.
- Z koleżanką, z którą piszę.
- Modelka ?
- Mooooże – uśmiechnął się Alan.
- Hahah. Wiedziałam. Okay brat, jakby co to jeszcze z 15 min będę na lapku.
- Okay!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz